Print this page

Chata z kraja

Jerzy Bralczyk
o skrajnościach

 

Jak coś tak bardzo daleko z prawej, to już do lewej mu bliżej,
zwłaszcza tej, co tak bardzo z lewa.

W naszej geometrycznej wyobraźni możemy widzieć skrajności na krańcach jednej linii; możemy także, co trochę trudniejsze, wyobrazić sobie dwuwymiarową przestrzeń i skrajności umieszczać na jej brzegach. Jeśli chcemy mieć jakieś uogólniające pojęcie o czymś, co dałoby się tak właśnie przestrzennie wyobrazić, skłonni jesteśmy skrajności odrzucać. To przecież skrajności, a więc rzeczy i sprawy nietypowe... Statystyczna krzywa Gaussa skrajności pokazuje jako wąskie brzegi, wybrzuszając się w środku. Bywa, że skrajności się nie liczą.

 

Skrajność wzięta jest z kraju , który pochodzi od krojenia, a wiąże się z odległością od centrum. Kraj to kiedyś było nacięcie na drewnie, pokazujące koniec pewnej części, potem ten rzeczownik zaczął odnosić się do odległości, można było być gdzieś na kraju i wędrować na kraj świata . Gdy kraj stał się bliższy i nawet zaczął oznaczać miejsce, gdzie się jest, na odległym brzegu znalazło się to, co było z kraju – na skraju .

 

Takie bycie na brzegu, z kraju , a czasem z kraja , mogło się wiązać z brakiem poczucia uczestnictwa. Moja chata z kraja to jedna z fraz pokazująca czyjś brak zainteresowania. Co mnie to obchodzi? Ale niekiedy jest odwrotnie i skrajności mogą się łączyć z silnym zaangażowaniem. Gdy na przykład w związku z ludzkimi cechami czy zachowaniami myślimy o różnych skrajnościach , to, postrzegając je jako mniej typowe, nawet dziwne, kojarzymy je z wyjątkowym brakiem tego, co akceptująco nazywamy obiektywizmem czy neutralnością .

 

Określenie czegoś ludzkiego jako skrajnego łączy się zazwyczaj z oceną. I to negatywną. Można mówić o skrajnej głupocie , ale nie o skrajnej mądrości , o skrajnym tchórzostwie , nie o skrajnej odwadze . Zdarza nam się przypisać komuś skrajną nieodpowiedzialność , o skrajnej odpowiedzialności nie słyszałem. Ludzie sami sobie raczej nie przypisują skrajności cech i poglądów.

 

Właśnie do poglądów, zwłaszcza w dyskursie publicznym, najczęściej chyba odnosimy skrajności. Nazywamy je często ekstremizmami , niby bardziej obiektywnie, ale w istocie właśnie jeszcze mocniej je piętnując – jak i samych ekstremistów , których skrajnościowcami nie możemy nazwać. W działaniach publicznych, politycznych i ideologicznych słowa ekstremizmy i ekstremiści mają wywoływać u obywateli niechęć i obawę w stosunku do tak nazywanych ludzi i obiektów, a odpowiedzialności za precyzję w stosowaniu takich pojęć nie możemy się spodziewać. Dodajmy, że ci, którzy tak określają swoich przeciwników, sami z ich z kolei strony mogą oczekiwać tych samych określeń.

 

Tutaj także można przypomnieć nasze geometryczne wyobrażenia. Wprawdzie mówi się o różnych ideologicznie nieraz złożonych ekstremizmach , używa się przymiotnika skrajny w połączeniu z nacjonalizmem (bynajmniej nie z patriotyzmem), kosmopolityzmem , ksenofobią i z innymi mało sympatycznymi poglądami, ale skrajności , ekstremizmy bywają chyba najczęściej bardzo z lewa i bardzo z prawa. Ci lewicowi/(wszystko jedno, jak ta lewicowość jest pojmowana) ekstremiści , czy raczej ci, którym ta cecha jest przypisywana, nazywani bywają lewakami , tych prawicowych (jw.) próbuje się bez większego powodzenia nazywać prawakami – przyrostek -ak w tym przypadku ma charakter pejoratywny.

 

To wyobrażenie też może mieć charakter linearny: lewa strona, prawa strona, na samym brzegu lewej, na samym brzegu prawej. Czy można pomyśleć dwuwymiarowo? Skłonny jestem sądzić, że pojęcie skrajności mogłoby się odnieść również do fundamentalistów, którzy na tym obrazie sytuowaliby się u podstaw. Trudniej wyobrazić sobie skraj gdzieś w górze – może byliby tam skrajni idealiści ? Jednak nie, w górze są raczej same dobre rzeczy, skrajności więc tam nie szukajmy. Wróćmy na dół – skrajni fundamentaliści – czy to jednak nie pleonastyczna hiperbola? Ale może i u fundamentalistów można wyróżnić jakieś mniej zaangażowane centrum, a skoro jest centrum, to i brzegi być muszą – i czasem słyszymy o takich ekstremistach fundamentalistach .

 

Podobno skrajności mogą się spotykać; mówi się, że ekstrema się przyciągają. Odpowiadałoby to innemu geometrycznemu wyobrażeniu: okręgu. Jak coś tak bardzo daleko z prawej, to już do lewej mu bliżej, zwłaszcza tej, co tak bardzo z lewa. Nasze myślenie, tak podatne na różne odmiany dialektyki, sprzeczności tu nie widzi. Przeciwne sobie skrajności są jednak przy tym podobne – tym, że są daleko od centrum. I mamy tu do czynienia nie tyle z logiką, ile z intencjonalnie ukierunkowanym obrazem świata, ludzi, poglądów. Zwłaszcza tych, z którymi nie możemy się identyfikować.

 

Bo my przecież skrajnościom, żadnym skrajnościom, nie hołdujemy. Jeśli o to chodzi, nasza chata z kraja.

 

 

Jerzy Bralczyk

Uniwersytet Warszawski

Rada Języka Polskiego przy Prezydium PAN

 

 

© Academia nr 4 (52) 2017

 

 

Oceń artykuł
(1 głosujący)

Artykuły powiązane