REKLAMA


 

REKLAMA


 

Zgodnie z modelem „niedawnego wspólnego początku” Homo sapiens sapiens powstał nie dawniej niż 200 tys. lat temu na terenie Afryki. Demograficzna i geograficzna ekspansja wspólnej wszystkim współczesnym ludziom macierzystej populacji doprowadziła w ciągu ostatnich 100–150 tysięcy lat do skolonizowania pozostałych kontynentów Zgodnie z modelem „niedawnego wspólnego początku” Homo sapiens sapiens powstał nie dawniej niż 200 tys. lat temu na terenie Afryki. Demograficzna i geograficzna ekspansja wspólnej wszystkim współczesnym ludziom macierzystej populacji doprowadziła w ciągu ostatnich 100–150 tysięcy lat do skolonizowania pozostałych kontynentów BE&W

O „regionalnej ciągłości” i „niedawnym wspólnym początku” oraz o tym, że rasy ludzkie się „wydarzają”, a nie „są”, mówi prof. dr hab. n. med. Ewa Ziętkiewicz z Zakładu Genetyki Molekularnej i Klinicznej Instytutu Genetyki Człowieka Polskiej Akademii Nauk w Poznaniu.


Zietkiewicz_Ewa

Naszą rozmówczynią jest

Ewa Ziętkiewicz
Instytut Genetyki Człowieka, Polska Akademia Nauk, Poznań
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  

 

Prof. dr hab. n. med. Ewa Ziętkiewicz pracuje w Zakładzie Genetyki Molekularnej i Klinicznej IGCz PAN. Zajmuje się genetyką medyczną i epidemiologiczną, genetycznym podłożem ciliopatii oraz różnorodnością ludzkich populacji w kontekście ewolucji gatunku. 

 


 

 

Academia: W „Samolubnym genie” opublikowanym w 1976 roku brytyjski biolog Richard Dawkins dowodził, że jesteśmy jedynie „opakowaniami”, „naczyniami” dla genów będących samodzielnymi jednostkami doboru naturalnego. Czy to dziś obowiązująca teoria naukowa?

Ewa Ziętkiewicz: Koncepcja „samolubnego genu” Dawkinsa to propozycja sposobu spojrzenia na zagadnienia ewolucji widzianej przez pryzmat działania doboru naturalnego. W dużym skrócie – gen jest jednostką „zainteresowaną” samoreplikacją a dobór promuje te geny – a ściślej: ich formy, allele – które najskuteczniej się mnożą – replikują – bez względu na to, jaki jest ich wpływ na organizm. Organizm jest tu jednak traktowany jedynie jako nośnik genu, natomiast przedmiotem doboru jest sam gen. Koncepcja ta, choć uznawana przez wielu, wydaje się zbyt dużym uproszczeniem, gdyż działanie doboru odbywa się w kontekście wielopoziomowych interakcji genu z innymi genami i ich produktami oraz środowiskiem, interakcji determinujących fenotyp organizmu. Wielu badaczy – Gould, Mayr, Futuyma, Collins – uważa więc, że to organizm a nie pojedynczy gen jest podstawową jednostką doboru naturalnego.

 

To jedna strona kontrowersji. Moim zdaniem jednak kwestia tego, czy za jednostkę ewolucji uważa się gen czy organizm jest do pewnego stopnia sporem semantycznym. W końcu jeden byt zależy tu od drugiego i odwrotnie. Najliczniej nawet reprezentowany gen nie przetrwa, jeżeli gospodarz nie przekaże go swojemu potomstwu. Z kolei nawet najpłodniejszy organizm w końcu umiera a „nieśmiertelne” są tylko przekazane potomstwu geny.

 

Problem leży raczej w tym, iż koncepcja ewolucji według Dawkinsa nadmiernie eksponuje rolę doboru naturalnego, utożsamiając go praktycznie z pojęciem ewolucji. Tymczasem większość danych molekularnych wskazuje, że głównym mechanizmem ewolucji genu/genomu jest dryf genetyczny, czyli przypadkowe zmiany częstości alleli w populacji. Pogląd ten jest zgodny z teorią neutralną Kimury opisaną w 1983 roku, według której większość mutacji w genomie to zmiany obojętne lub prawie obojętne, niepodlegające działaniu doboru naturalnego.

 

Reasumując, w kontekście zmian neutralnych, stanowiących zdaniem większości genetyków molekularnych główny motor ewolucji genomu, nie powinno się mówić o genie jako jednostce doboru naturalnego. Z pewnością jednak można uważać gen za jednostkę ewolucji genomu.

 

W tym kontekście warto zaznaczyć, że większość współczesnych badań nad ewolucją organizmów oparta jest o analizę ewolucji określonych sekwencji DNA – genów. Historia ewolucji sekwencji jest tu podstawą do wnioskowania o ewolucji gatunku. W szczególności, badania neutralnej ewolucji fragmentów genomu ludzkiego, oparte o analizę zmienności sekwencji DNA we współczesnych populacjach ludzkich jak i w szczątkach kopalnych przyniosły wiele znaczących obserwacji, które rzuciły światło na historię ewolucji gatunku Homo sapiens.

 

Czy rzeczywiście dziedziczymy praktycznie wszystko, łącznie ze skłonnością do uzależnień, przemocy a nawet poglądy polityczne i religijne?

Mówi się często, że wszystko jest zapisane w genach – i jest w tym dużo prawdy. Ale czy rzeczywiście „wszystko”? Można na pewno uznać, że podłoże genetyczne mają te cechy, które posiadają związek z biologią organizmu a zatem m.in. cechy antropometryczne – wzrost, kształt ciała, pigmentacja – większość chorób, ale także inteligencja czy nawet skłonności do uzależnień. Nie uważam natomiast, by takie stwierdzenie można było rozciągnąć na kwestie poglądów. Te są uwarunkowane kulturowo lub socjologicznie, choć można pewnie spekulować, że podatność mózgu na przyjmowanie poglądów może być w jakimś stopniu uwarunkowana genetycznie.

 

Nawet rozważając tylko dziedziczenie cech o charakterze czysto biologicznym należy pamiętać, że i) zależności gen-cecha nie zawsze są proste i jednoznaczne oraz że ii) za wykształcenie się określonych zestawów cech (fenotypów) odpowiada nie tylko podłoże genetyczne. Oczywiście, istnieją cechy mendlowskie, uwarunkowane dziedziczeniem zmienionego allelu w pojedynczym genie. Przykładem jest wiele chorób dziedziczonych jako cechy recesywne – mukowiscydoza, fenyloketonuria, anemia sierpowata – lub dominujące – pląsawica Huntingtona, achondroplazja .

 

Wykształcenie znakomitej większości obserwowalnych fenotypów, niekoniecznie chorób, wymaga jednak współdziałania wielu genów – to dziedziczenie wielogenowe, np. wzrost, kolor oczu, schizofrenia – lub genów i środowiska – dziedziczenie wieloczynnikowe, np. nowotwory, cukrzyca, nadciśnienie, inteligencja. W dziedziczeniu wielogenowym fenotyp jest wypadkową kumulacji niewielkich efektów fenotypowych występujących w wielu różnych genach. W dziedziczeniu wieloczynnikowym geny warunkują jedynie skłonność do wystąpienia określonego fenotypu, który może się przejawić lub nie, zależnie od wpływu środowiska. Co więcej, coraz częściej dostrzega się, że nawet fenotypowa manifestacja cech uznawanych za mendlowskie ulega modyfikacji przez działanie innych genów czy wpływ środowiska. Reasumując, podłoże genetyczne jest zaangażowane w większość cech fenotypowych, ale nie jest ich jedyną determinantą.

 

W jakim stopniu na to, kim jesteśmy mają wpływ czynniki środowiskowe a w jakim uwarunkowania genetyczne?

Sformułowanie „kim jesteśmy” zawiera w sobie szeroki wachlarz konotacji, od ściśle biologicznych – medycznych, antropometrycznych – do socjologicznych i kulturowych. Relatywny wpływ środowiska i predyspozycji genetycznych będzie na pewno zależał od tego, jakie z powyższych konotacji mamy na myśli, dlatego trudno jest udzielić jednoznacznej odpowiedzi na zadane pytanie. Co więcej, nawet zawężając określenie naszej tożsamości do kwestii biologicznych trzeba pamiętać, że pojęcie „środowiska” wpływającego na fenotypowe przejawienie się uwarunkowań genetycznych może być definiowane na wielu różnych poziomach: może być to komórka, organizm, dieta, klimat, ekspozycja na czynniki chemiczne, ale też warunki socjologiczne lub kulturowe. Aby zilustrować, jakie szerokie jest spektrum możliwości, podam kilka przykładów.

 

Przez wiele lat mutacje DNA, powodujące aktywację onkogenów czy też deaktywację genów supresji nowotworowej w komórkach germinalnych i/lub somatycznych były uważane za główną przyczynę powstawania nowotworów. Mutacje te mogą być dziedziczne, mogą powstawać spontanicznie albo mogą być wynikiem działania czynników środowiskowych – cancerogeny, wirusy, promieniowanie. Obecnie za równie ważne dla procesu nowotworzenia uznawane są mechanizmy epigenetyczne: metylacja DNA, modyfikacja histonów czy mikroRNA, które nie zmieniając sekwencji DNA regulują ekspresję genów. Mechanizmy epigenetyczne same w sobie można traktować jako wpływ komórkowego środowiska na materiał genetyczny. Co więcej jednak, odpowiednia dieta, zawierająca mikroelementy takie jak foliany, witamina B12, selen, cynk lub niektóre związki pochodzenia roślinnego może modyfikować poziom regulacji epigenetycznej a to już zdecydowanie wpływ środowiska zewnętrznego. Badania bliźniaków jednojajowych, z definicji wyposażonych w identyczny materiał genetyczny, dobitnie wskazują na to, że wpływ środowiska może powodować różnice w manifestacji niektórych cech ilościowych. W najprostszej wersji można wyobrazić sobie rozdzieloną parę bliźniąt, z których jedno było w dzieciństwie odżywiane prawidłowo i objęte szczepieniami ochronnymi a drugie nie. Te różnice znajdą odzwierciedlenie w różnicy wzrostu czy odporności immunologicznej. Z drugiej strony, czynniki środowiskowe nie „zatuszują” różnic fenotypowych pomiędzy osobami wyposażonymi przez naturę w geny warunkujące bardzo wysoki i bardzo niski wzrost, czy też obecność lub brak choroby autoimmunologicznej. W sumie można więc powiedzieć, że wpływ środowiska – choć często istotny i silny – nie powoduje z reguły wyjścia fenotypu poza spektrum możliwości zakreślone przez uwarunkowania genetyczne.

 

„Rasy ludzkie”. Co to właściwie znaczy?

Istnieje wiele definicji tego pojęcia. W wielkim uproszczeniu można powiedzieć, że dawne koncepcje opierały się na klasyfikacji ludzi na duże, odrębne populacje, różniące się pod względem dziedzicznych cech zewnętrznych, geograficznego pochodzenia (najczęściej kontynentalnego), a także historii i kultury. Na początku XX w. termin ten był często stosowany w celu podkreślenia genetycznej odrębności ludzkich populacji określonych przez fenotyp.

 

Jak te koncepcje mają się do dzisiejszej wiedzy na temat ewolucji naszego gatunku?

Powszechnie przyjmuje się, że Homo sapiens sapiens wywodzi się z prymitywniejszego gatunku H. erectus, który pojawił się pierwszy raz w Afryce i prawie 2 mln lat temu skolonizował Eurazję. Bazująca na powyższym stwierdzeniu długoletnia debata na temat pochodzenia Homo sapiens sapiens oscyluje między dwoma przeciwstawnymi modelami: „regionalnej ciągłości” oraz „niedawnego wspólnego początku”.

 

Do początku lat 90. XX w. analiza antropologiczna szczątków kopalnych i znalezisk archeologicznych była głównym i w zasadzie jedynym źródłem informacji o przeszłości naszego gatunku. Ta właśnie informacja była główną podstawą modelu „regionalnej ciągłości”, który postulował, że współczesne grupy ludzkie wyewoluowały niezależnie z archaicznych, regionalnych subpopulacji gatunku H. erectus zamieszkujących poszczególne kontynenty. Łatwo się domyślić, że teoria ta była zgodna z klasycznie pojmowaną koncepcją ras.

 

W kolejnych latach punkt oparcia w badaniach nad ewolucją człowieka przesunął się w kierunku analizy genetycznej, opartej na danych dotyczących różnorodności DNA obserwowanej we współczesnych populacjach ludzkich. Wyniki te były podstawą modelu „niedawnego wspólnego początku”, propagowanego przez większość genetyków molekularnych badających ewolucję człowieka. Zgodnie z nim Homo sapiens sapiens powstał nie dawniej niż 200 tys. lat temu na terenie Afryki. Demograficzna i geograficzna ekspansja wspólnej wszystkim współczesnym ludziom macierzystej populacji doprowadziła w ciągu ostatnich 100–150 tysięcy lat do skolonizowania pozostałych kontynentów. Na przestrzeni ostatnich 20 lat powstawały kolejne odmiany tych przeciwstawnych modeli, które doprowadziły w końcu do ich dużego zbliżenia, czego dowodem jest model asymilacji według Templetona. Warto też dodać, że duży wpływ na doprecyzowanie modelu ewolucji człowieka mają coraz dostępniejsze metody masowego sekwencjonowania, pozwalające m.in. na uzyskanie wglądu w sekwencje genomowe szczątków kopalnych. Dzięki tym badaniom okazało się na przykład, że w genomie współczesnych ludzi można odnaleźć sekwencje charakterystyczne dla neandertalczyka, co wskazuje, że wbrew pierwotnym założeniom modelu „niedawnego wspólnego początku” dochodziło do krzyżowania się współczesnego człowieka z wcześniejszymi formami Homo sapiens.

 

Doszło zatem do dewaluacji pojęcia rasy. Jakie konkretnie wyniki uzyskane w badaniach genetycznych na to wskazują?

Po pierwsze, aż 85% różnorodności genetycznej naszego gatunku wynika z różnic pomiędzy osobami, a jedynie 15% odzwierciedla różnice pomiędzy populacjami. Jest tak dlatego, że wszyscy wywodzimy się z jednego ewolucyjnego pnia i większość genetycznego zróżnicowania odziedziczyliśmy po wspólnych przodkach. Po drugie, wiek tej wspólnej różnorodności wskazuje na to, że macierzysta populacja wspólna dla wszystkich istniała około 200 tys. lat temu. Po trzecie, różnorodność genetyczna w populacjach Afryki jest największa, a ta poza Afryką stanowi jedynie jej podzbiór, co sugeruje, że wszyscy pochodzimy z Afryki, która była punktem wyjścia dla kolonizacji innych kontynentów. Po czwarte, rozkład różnorodności genetycznej ma charakter gradientowy, a nie skokowy i stanowi swoisty ślad dróg geograficznej ekspansji wczesnych populacji ludzkich. Dane genetyczne wskazują na to, że przynależność do populacji, tworzących w sumie genetyczne i fenotypowe continuum, opisuje strukturę różnorodności obserwowanej w obrębie naszego gatunku znacznie lepiej niż koncepcja odrębnych genetycznie i fenotypowo ras.

 

Czy zgadza się pani z koncepcją rasy jako konstruktu społecznego, a nie biologicznego? Z tym, że rasa jest czymś, co „się staje”, „wydarza”, a nie „jest”?

Nie można zaprzeczyć, że każdy dostrzeże różnice pomiędzy „typowymi” mieszkańcami Polski, Nigerii i Japonii. Wiadomo też, że pewne choroby występują częściej w Europie niż w Azji, a w Afryce częściej niż w Europie. Ta informacja jest ważna i użyteczna w kontekście planowania badań diagnostycznych. W określonych przypadkach pojęcie „rasa” może więc określać pewną sztuczną kategorię służącą do stworzenia uproszczonego modelu/opisu rzeczywistości. Na przykład kolor skóry. Hindusi z południa Indii mają skórę ciemniejszą niż niejeden Afrykanin, a zaliczani są do grupy kaukazoidalnej, tak jak Słowianie. Dlaczego? Otóż pigmentacja, za której wytworzenie odpowiada duża liczba genów, jest fenotypem „adaptacyjnym”, zależnym od warunków środowiska. U człowieka ta adaptacja ewoluowała równolegle w różnych populacjach. Kolor skóry nie musi więc oznaczać wspólnej historii ewolucyjnej. Te sztuczne kategorie, zwłaszcza dotyczące dużych grup kontynentalnych, nie są w stanie pomieścić w sobie całej rzeczywistości istniejącej w gatunku ludzkim. Próbując w ten sposób kategoryzować różnorodność, szybko znajdziemy się w pułapce, gdyż albo nie będziemy mogli dużej części ludzi umieścić w żadnej z tych kategorii, albo będziemy ich na siłę wtłaczać do kategorii, do której nie mamy podstaw ich przypisać. Jeżeli próbuje się tak postępować, to rasa może być postrzegana jako coś, co „się staje”, niezależnie od tego, czy określenie ras niesie z sobą element hierarchizacji na gorsze i lepsze, czy nie. Kategoryzacja jest w nauce niezbędna, powinna jednak dotyczyć znacznie precyzyjniej określonych klas, na przykład populacji.

 

Czy u podłoża dawnych, dyskryminujących nie--Europejczyków koncepcji ras, kształtujących się od XVII w., leżały wyłącznie imperialistyczne interesy europejskich kolonizatorów?

Na takie pytanie powinien odpowiedzieć socjolog lub historyk. Ja mogę jedynie zgadywać, że pewnie tak, gdyż rasizm pozwalał usprawiedliwić istniejącą od wieków instytucję niewolnictwa w okresie, kiedy popularne stały się idee egalitaryzmu.

 

Czy dyskryminujące koncepcje ras od początku wiązały się z pogardą i przemocą wobec mieszkańców innych kontynentów? Choć dotyczyło to także relacji między większymi i mniejszymi grupami etnicznymi.

Czym jest dyskryminacja, jeżeli nie działaniem wiążącym się z pogardą i przemocą? A fakt, że dotyczy to nie tylko dyskryminacji w odniesieniu do ras w sensie kontynentalnym, ale także do grup etnicznych w obrębie kontynentów czy nawet regionów, jest po prostu konsekwencją przyjęcia szkodliwej doktryny czy postawy pozwalającej na – a wręcz zakładającej – hierarchizację wartości poszczególnych grup ludzkich.

 

Czy istnieje „gen przemocy”, którym można by usprawiedliwić brutalne metody rozwiązywania konfliktów przez ludzi?

Brutalnych metod nic nie usprawiedliwia – jesteśmy podobno inteligentnym gatunkiem, który potrafi zapanować nad wrodzonymi skłonnościami. Gen taki mógłby co najwyżej takie skłonności wyjaśniać. Ale czy on istnieje? Na razie trudno powiedzieć. Opublikowane dotąd badania oparte na analizie asocjacji nie są na tyle przekonujące, żeby można było powiedzieć, że tak.

 

Na podstawie DNA w resztkach szkieletu sprzed tysięcy lat naukowcy mogą określić, jaki dana osoba miała kolor skóry. Nie mówimy jednak, że przynależała ona do jakiejś rasy...

Zamiast przypisać badanego osobnika do rasy, lepiej przypisać go do grupy ludzkiej charakteryzującej się podobnym „profilem genetycznym”. W przypadku bardzo starych szczątków może się oczywiście zdarzyć, że genetyczna charakterystyka szkieletu nie pozwoli go przypisać do żadnej ze współczesnych grup, a jedynie do hipotetycznej populacji macierzystej o większym lub mniejszym stopniu genetycznego pokrewieństwa z występującymi obecnie grupami.

 

Czy grupy etniczne mogą się od siebie genetycznie różnić pod względem zdolności intelektualnych?

Zdolności intelektualne to cecha zdecydowanie wielogenowa, której ekspresja zależy dodatkowo od wpływu środowiska. Jeżeli odkryjemy, jakie geny warunkują zdolności intelektualne, jak współdziałają i co wpływa na ich ekspresję, może będziemy umieli na to odpowiedzieć. Obecnie prowadzone są w tym zakresie badania oparte na analizie asocjacji pomiędzy inteligencją – IQ – a częstością występowania markerów genetycznych reprezentujących cały genom.

 

Tylko 25% polskich antropologów odrzuca koncepcję ras. Dlaczego?

Rzeczywiście to mało. W zachodniej Europie i USA ten procent jest znacznie wyższy – odpowiednio 50 i 70%. Wydaje mi się, że jednym z powodów jest to, iż polska szkoła antropologiczna reprezentowana jest przez wielu – skądinąd cenionych – przedstawicieli, którzy są zwolennikami teorii o multiregionalnym pochodzeniu współczesnego człowieka. Teoria ta, na której poparcie przytaczano liczne dowody z wykopalisk, wspierała biologiczną koncepcję ras. Polskie środowisko genetyków molekularnych jest jednak zdominowane przez zwolenników teorii „niedawnego afrykańskiego początku” i genetycznej jednolitości gatunku. Wydaje się to oczywiste, skoro analizy sekwencji DNA nieodmiennie dostarczają wspierających ją dowodów. Czy i jak stanowisko naukowców – zarówno antropologów, jak i genetyków – będzie zmieniać się pod wpływem nowych odkryć naukowych, zwłaszcza tych będących wynikiem wprowadzenia nowoczesnych technik analizy genomu, czas pokaże.

 

Skąd genetycznie wywodzą się Polacy?

Historycznie Polacy należą do grupy Słowian Zachodnich, którzy zasiedlili teren Polski około 15 wieków temu. Wiadomo, że na przestrzeni stuleci populacja ta uległa genetycznemu wymieszaniu z innymi ludami, głównie germańskimi, skandynawskimi, litewskimi, ale też innymi. Szczegółowej odpowiedzi na pytanie o genetyczny rodowód Polaków należy szukać przede wszystkim w badaniach opartych na analizie ewolucji chromosomu Y i mitochondrialnego DNA. Z analizy dziedziczonego w linii męskiej chromosomu Y wynika na przykład, że do 60% polskich mężczyzn posiada haplogrupę R1a, wskazującą na ich pochodzenie od linii ludów indoeuropejskich z terenu Ukrainy. Kolejne 30% posiada haplogrupy obecne również w populacjach zachodnioeuropejskich. Analiza dziedziczonego w linii żeńskiej mitochondrialnego DNA wskazuje na obecność u Polaków wszystkich głównych haplogrup europejskich, zarówno współczesnych, jak i starych, ale także na domieszkę starej haplogrupy wschodnioazjatyckiej. Dodatkowych informacji dostarczają badania częstości występowania mutacji patogennych, na przykład w genie CFTR (mukowiscydoza) czy genie BRCA1 (podatność na raka piersi), wskazujące m.in. na występujące u Polaków efekty założyciela. W uproszczeniu jest to podwyższona obecność rzadkich skądinąd mutacji.

 

Jak bardzo zróżnicowani genetycznie są współcześni Polacy? Bo oczywiście nie istnieje „gen prawdziwego Polaka”.

Z całą pewnością można stwierdzić, że nie istnieje. Ale można pokusić się o określenie genetycznego profilu populacji. Taki profil to nie gen czy nawet geny, ale zestaw wielu neutralnych alleli – najczęściej nieulegających ekspresji – występujących w danej populacji z inną niż w innych populacjach częstością. Oczywiście, im bliższe genetycznie są porównywane populacje, tym różnice częstości są mniejsze. W praktyce więc próba stworzenia „klasyfikatora genetycznego” odróżniającego Polaków od innych Słowian będzie nieudana, natomiast odróżnienie populacji polskiej od chińskiej czy sudańskiej jest możliwe już na podstawie analizy kilkunastu odpowiednio dobranych markerów.

 

Co do struktury współczesnej polskiej populacji – jest ona bardzo mało zróżnicowana genetycznie, co nie znaczy, że jest homogenna. Najlepiej widać to na przykładzie regionalnych różnic częstości występowania niektórych alleli patogennych, np. u Kaszubów.

 

Wschodni Europejczycy postrzegani są w krajach Zachodu jako rasiści. Na potwierdzenie tych słów przywołuje się konkretne wypowiedzi i zachowania. Dlaczego tylu Polaków wciąż jest dziś rasistami? Po przeszło ćwierć wieku od transformacji ustrojowej nie można już tego tłumaczyć wieloletnią izolacją naszego kraju.

Przyjęcie czy odrzucenie koncepcji istnienia ras jest wynikiem naturalnej skłonności człowieka do „szufladkowania” na podstawie cech fizycznych, tym silniejszej, im bardziej te cechy są w populacji zauważalne. Oczywiście wyznawanie takiego czy innego poglądu na istnienie ras, o ile nie wiąże się z ich hierarchizacją i dyskryminacją, jest odległe o lata świetlne od bycia rasistą.

 

Muszę jednak z przykrością stwierdzić, że postrzeganie naszego społeczeństwa jako rasistowskiego nie wydaje mi się bezpodstawne. Sądzę jednak, że to, na co wskazują pewne zachowania Polaków, to nie tyle klasyczny rasizm, ile zjawisko ogólniejsze. Określiłabym je jako ksenofobię, czyli niechęć do obcych. A to, kto definiowany jest jako „obcy”, to zupełnie inna sprawa. Obcy może mieć ciemną skórę, pochodzenie żydowskie, być uchodźcą z Syrii albo rozmawiać w autobusie po niemiecku z kolegą profesorem. Obawiam się, że nie potrafię zaproponować sensownego wyjaśnienia przyczyn tej niechęci, nie leży to w gestii genetyka. Powiem tylko, że nie uważam, by postawy takie można było przypisać wieloletniej izolacji kraju. Po pierwsze, ona nigdy nie była aż tak ścisła, po drugie – nie rodziła wrogości, a co najwyżej wspomnianą wyżej skłonność do „szufladkowania”. Warto też zauważyć, że natężenie obserwowanych obecnie negatywnych zachowań zależy od środowiska i od kultury osobistej. I jestem zdania, że jeżeli ktoś akceptuje Ukraińca czy Roma, to nie będzie miał problemów z Afrykaninem czy Wietnamczykiem.

 

Rozmawiała Anna Kilian

 

© Academia nr 3 (47) 2016

Oceń artykuł
(0 głosujących)

Tematy

agrofizyka antropologia kultury antropologia społeczna archeologia archeometalurgia architektura arteterapia astrofizyka astronomia badania interdyscyplinarne behawioryzm biochemia biologia biologia antaktyki biologia płci biotechnologia roślin botanika chemia chemia bioorganiczna chemia fizyczna chemia spożywcza cywilizacja demografia edukacja ekologia ekologia morza ekonomia energia odnawialna etnolingwistyka etnomuzykologia etyka ewolucja fale grawitacyjne farmakologia filozofia finansowanie nauki fizyka fizyka jądrowa gender genetyka geochemia środowiska geoekologia geofizyka geologia geologia planetarna geoturystyka grafen historia historia idei historia literatury historia nauki historia sztuki humanistyka hydrogeologia informatyka informatyka teoretyczna internet inżynieria materiałowa język językoznawstwo klimatologia kobieta w nauce komunikacja kosmologia kryptografia kryptologia kulinaria kultoznawstwo kultura lingwistyka literatura matematyka medycyna migracje mikrobiologia mniejszości etniczne mniejszości narodowe modelowanie procesów geologicznych muzykologia mykologia nauka obywatelska neurobiologia neuropsychologia ochrona przyrody orientalistyka ornitologia paleobiologia paleontologia palinologia parazytologia PIASt politologia polityka społeczna polska na biegunach prawo protonoterapia psychologia psychologia zwierząt Puszcza Białowieska robotyka seksualność smog socjologia szczepienia sztuka technologia wieś w obiektywie wulkanologia zastosowania zdrowie zoologia zwierzęta źródła energii żywienie

Komentarze

O serwisie

Serwis naukowy prowadzony przez zespół magazynu Academia PAN.Academia Zapraszamy do przysyłania informacji o badaniach, aktualnie realizowanych projektach naukowych oraz imprezach popularyzujących naukę.

 

Dla użytkowników: Regulamin

Pliki cookies

Informujemy, że używamy ciasteczek (plików cookies) w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być umieszczane na Państwa urządzeniach służących do odczytu stron, a korzystając z naszego serwisu wyrażacie Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej informacji o celu używania i zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce: TUTAJ

Wydanie elektroniczne

Kontakt

  • pisz:

    Redakcja serwisu online
    Academia. Magazyn Polskiej Akademii Nauk
    PKiN, pl. Defilad 1, pok. 2110
    (XXI piętro)
    00-901 Warszawa

  • dzwoń:

    tel./fax (+48 22) 182 66 61 (62)

  • ślij:

    e-mail: academia@pan.pl