REKLAMA


 

REKLAMA


 

Sławomir Mrożek Sławomir Mrożek BE&W

Mam przeświadczenie, że Mrożek był pisarzem mającym szalone kłopoty z własną tożsamością. I że „mędrek” i „cham” to są dwie komponenty jego własnego bytu, jego charakteru – mówi prof. Jerzy Jarzębski


Jarzebski_Jerzy

 

Naszym rozmówcą jest Jerzy Jarzębski
Uniwersytet Jagielloński, Kraków,
Komitet Nauk o Literaturze PAN

 

  


Academia: Kiedy zetknął się pan z twórczością Sławomira Mrożka?

Jerzy Jarzębski: Nie pamiętam, kiedy zacząłem czytać Mrożka, ale on był niewątpliwie pisarzem mojego pokolenia, ludzi urodzonych pod koniec lat 40., studiujących w latach 60. Na nim uczyliśmy się literatury i humoru – absurdalnego humoru. Pamiętam dość znamienną sytuację, kiedy Miłosz dystansująco napisał w artykule o mojej książce o Gombrowiczu [„Gra w Gombrowicza” ukazała się w 1982 – przyp. red.], że rzeczywiście nie może mi odmówić erudycji, ale zdumiewa go to, że właściwie nie zachowałem się tak, jak powinienem jako Polak. To znaczy powinienem był paść przed Gombrowiczem na kolana i wyznać winy albo go zaatakować, bo przecież to, co pisał, było ostro skierowane przeciwko Polsce, naszemu obyczajowi i etosowi. Tymczasem myśmy byli właśnie po lekturze Mrożka i w pełni po jego (i Gombrowicza) stronie.

 

Pierwszy pana tekst Mrożka to „Policja” czy „Emigranci”?

Ani jedno, ani drugie. Najpierw, jeszcze w czasach licealnych, były opowiadania z tomu „Słoń” i „Ucieczka na południe”… I rysunki publikowane w „Przekroju” w rubryce „Przez okulary Sławomira Mrożka”. Wtedy uważaliśmy Mrożka za humorystę, nie dostrzegając jeszcze ponurego aspektu jego humoru. Dla nas był pisarzem intrygującym, ale raczej kategorii lekkiej. I pewnym zaskoczeniem było to, że zaczął robić karierę jako dramaturg – poważny, przy zachowaniu całej humorystycznej wizji świata.

Pamiętam, jak oglądaliśmy w teatrze Groteska „Męczeństwo Piotra Oheya” (1959). Jest to historia o utracie przez bohatera prawa do prywatności z chwilą, gdy w jego łazience zalągł się tygrys. Więc Ohey siedzi w przedpokoju z nogami w szafliku, w pokoju ktoś uwodzi mu żonę, a nad głową nauczyciel przemawia do uczniów: „Tygrys nie niszczy zasiewów. Jeśli mieszkańcy chcą kultywować ziemniaki w skrzynkach, mogą to uczynić bez najmniejszej obawy”. Takimi tekstami się karmiliśmy, takim absurdem pomieszanym ze zgrozą.

W sztuce „Karol” (1961) też jest coś takiego, co wygląda bardzo śmiesznie, ale jest grozą podszyte. Do pewnego okulisty przychodzi półślepy starzec z fuzją, prowadzony przez wnuka. Starca trapi demencja, wnuk to prymitywny osiłek. Szukają pewnego Karola, którego starzec chce zabić, i wciąż na ślepo składa się do strzału. Okulista chowa się za kanapą albo biega po gabinecie, zaklinając, że nie jest Karolem, że nawet go nie zna, nie słyszał o nim. Ostatecznie starzec z wnukiem rezygnują, ale mówią: „no to my idziemy, ale gdyby Karol się pojawił, to dzwoń”. I podają numer telefonu. Wychodzą. Okulista oddycha głęboko, że już wreszcie się ich pozbył, ale dzwoni telefon: „Tu Karol. Będę u pana niedługo”. Okulista zastanawia się chwilę i dzwoni pod podany numer. Nie musi tego robić, ale robi. Tu się pojawia Mrożek gorzki i krytyczny. Sytuacja jest śmieszna, ale przecież podszyta podłością – bo z siłą trzeba postępować ostrożnie, a najlepiej się jej podlizać.

Tak samo jest w jednoaktówce „Na pełnym morzu” (1961). Trzej rozbitkowie na tratwie: Mały, Średni i Gruby. Oczywiście brakuje żywności, więc wiadomo, że trzeba kogoś zjeść. Najpierw chcą tego kogoś wylosować, ale silniejsi nie poddadzą się wyrokowi losu, więc decydują, że zginie Mały, bo rzekomo „powinien”. Co więcej, wmawiają mu, że, godząc się z triumfem przemocy, realizuje jakieś szczytne posłannictwo, poświęca się dla Sprawy. Mały wierzy w te zapewnienia i wygłasza patetyczną mowę przedśmiertną. W tym momencie znajduje się jakaś puszka z żarciem, ale wtedy jeden ze słuchaczy mówi drugiemu: „zostaw, nie pokazuj, nie możemy mu psuć takiej wspaniałej sceny”.

 

Czy ta ponura wizja to obraz świata społecznego, w którym dominują dwie kategorie ludzi?

Mędrkowie, czyli inteligenci, i chamy? W ten sposób Mrożka odczytywał Błoński. Ja to teraz ponownie przemyślałem i doszedłem do wniosku, że jest to podział uproszczony, choć w pewnej mierze prawdziwy. W różnych sztukach czy opowiadaniach ma na przykład różne wersje. Weźmy „Tango” i „Emigrantów”. W „Tangu” jest rodzina inteligentów, ludzi sztuki, która przez dwa pokolenia zajmowała się demontażem i relatywizacją wartości. Trzecie pokolenie, czyli Artur, próbuje ten aksjologiczny kościec kultury reaktywować. Ale pojawia się brutalny cham Edek i korzystając z pierwszej chwili słabości Artura, przejmuje władzę. To jest coś, co Mrożka niezmiennie przerażało: owo przyjście chama (np. barbarzyńcy ze Wschodu), który niszczy całą kulturę, w której żyjemy, zastępując jej dorobek kajecikiem z sentencjami odpisanymi od kolegi, który pracuje w kinie.

 

Sławomir Mrożek. Fot. BE&W

 

W „Emigrantach” zaś dwóch Polaków mieszka pod schodami w jakiejś norze na Zachodzie. Jeden, AA, jest inteligentem, emigrantem politycznym i pisze dzieło o idealnym niewolniku. Drugi, XX, jest właśnie niewolnikiem. Pracy. Próbuje się dorobić, bo ma perspektywę powrotu do kraju. Poniża się więc, harując jak zwierzę, nie wydaje na nic, na czym może zaoszczędzić – zbiera pieniądze, żeby po powrocie do Polski poczuć się „panem”. Tu też jest zatem „mędrek” i „cham”, tylko w innej formie, bo XX nie jest cynicznym potworem jak Edek, tylko niedouczonym prymitywem z dobrze rozwiniętym instynktem rodzinnym.

 

Z czego ten dualizm pana zdaniem wynikał? 

Mam przeświadczenie, że Mrożek był pisarzem mającym szalone kłopoty z własną tożsamością. I że ten „mędrek” i „cham” to są dwie komponenty jego własnego bytu, jego charakteru. Oczywiście jest on bardziej inteligentem, chociaż jego rodzina to nie była ani inteligencja z dziada pradziada, ani ludzie pochodzenia, powiedzmy, wyższego. Zresztą niezależnie od pochodzenia Mrożek znał wieś, zdawał sprawę z tego, jacy są chłopi. Nigdy ich nie idealizował, choć miał dla nich pewną dozę zrozumienia, co znaczy, że w pewnej mierze musiał się czuć jednym z nich. Tego typu rozmaitych niejednoznaczności jego bytu i czynników go kształtujących jest wiele. Był też przecież człowiekiem zawieszonym między Zachodem a Wschodem, pochodził z takiego dziwnego kraju jak Polska, gdzie ludzie używają (jak w „Indyku”) zabójczo śmiesznych, romantycznie stylizowanych deklamacji na zmianę z chłopskimi pogwarkami, które były chyba najlepiej znanymi cytatami z Mrożka.

Paganini, bohater „Rzeźnika”, jest postacią wyraźnie dwoistą. Główna postać z „Garbusa” również. Inteligencja z pensjonatu, gdzie dramat się rozgrywa, ucieka przed wojennym zagrożeniem, a zostaje ten ułomny człowiek do niczego niepasujący. Tytułowy bohater „Vatzlava” podobnie. To człowiek ze Wschodu, który się pojawił na Zachodzie i musi zagrać siebie. Jest kimś nieokreślonym, musi wymyślić siebie w tej nowej sytuacji. To wszystko są sytuacje, w których znajdował się sam Mrożek – nie do końca wiedział, kim jest. I potwornie się ze sobą męczył.

Bardzo znaczący w tym kontekście jest początek tego ocalonego przed zniszczeniem „Dziennika”. Jest rok 1962. Mrożek wymyśla sztukę „Kto tam?”, której nigdy nie ukończył, nie puścił w świat. Jej bohaterem jest Prawie Jaś. Pozostałe postaci są też „prawie”, nie do końca określeni, nie do końca „zrobieni”: jakaś niby- -mleczarka, nie całkiem ojciec, nie całkiem matka. Oni tacy są, bo to jest główny problem Mrożka: on sam musi siebie określić, ale nie jest w stanie tego dokonać tak naprawdę. Ta cała męczarnia polega w gruncie rzeczy na tym, że jego by określiła jakaś kultura, która operuje wyraźnymi systemami wartości, wyraźnymi systemami społecznymi. Tymczasem ta kultura została właśnie zniszczona przez samych uczestników, jak w „Tangu”. Albo świat jest po prostu na opak, jak w „Karnawale”. Tam jest kilka postaci znanych, m.in. Szatan i Lilith. One zostały wyraźnie zdefiniowane, ale jednocześnie jak gdyby zaprzeczone: nikt nie jest do końca tym, kim powinien być. Takie zabiegi Mrożka powodują, że świat w jego tekstach jest rozmyty, rozwalony w jakimś sensie, nieokreślony właśnie. Jest zagrożony bałaganem i chaosem.

 

W latach 60. w Europie Zachodniej Mrożek był wystawiany wszędzie. Skąd się wzięła popularność jego sztuk?

To nie była zwykła popularność, to były bezprecedensowe sukcesy, i to nie tylko w Europie. Widziałem zestawienie: co roku kilka teatrów światowych grało Mrożka. Dlaczego? Bo jego dramaty były po prostu uniwersalne. Problematyka „Tanga” na przykład łatwo się przekłada na sytuację w różnych krajach. Podobnie jest z „Emigrantami”. Jak wiadomo, wygnanie jest wyróżnikiem sytuacji pisarza w XX wieku. Od początku dwudziestolecia wygnańców było bardzo dużo i to oni w dużej mierze tworzyli literaturę światową. Więc ta szuka Mrożka trafiała w coś, co było losem wielu ludzi na świecie.

W 1960 roku widziałem „Na pełnym morzu” wystawione przez amerykański teatr studencki. Małym był w tym przedstawieniu Latynos, czyli przedstawiciel mniejszości etnicznej, Średnim – menedżer w amerykańskim stylu, a Grubym – kapitalista, który siedzi na forsie. Tam więc Mrożek świetnie się przełożył na ich kategorie.

 

Który z utworów Mrożka powinien – jako ważny i aktualny – być grany w Polsce? Ja myślałam o „Tangu” i „Emigrantach”.

To jest bardzo trudne pytanie. „Tango” czy „Emigranci” oczywiście spełniają kryterium aktualności, o którym pani wspomniała. Ale jest dodatkowa kwestia, utrudniająca przeniesienie ich we współczesne realia. Oba teksty są przykładami dramatów jasno określonych, jeśli idzie o sposób istnienia scenicznego. Są takie sztuki, choćby Gombrowicza, które można modyfikować na tysiące sposobów, które żyją na scenie, zmieniają się na niej. Z Mrożkiem nie zawsze jest tak łatwo. Zawiniły w tej sprawie jednoznaczne odczytania go jako człowieka, który nie znosi ingerencji reżyserów w swoje teksty, który bardzo dokładnie formułuje zadania dla aktorów, scenografów etc. Uważano go w pewnym sensie za manipulatora – autora, który ma bardzo dokładną wizję tego, co ma się dziać na scenie i jednocześnie tworzy postacie, które są odrobinę sztuczne. Mrożek sam się zresztą do tego przyznawał, tylko mówił o tym z pewną pogardą. Bo to był aspekt jego twórczości, który go jakby mniej bawił.

 

„Karnawał, czyli pierwsza żona Adama” to sztuka Sławomira Mrożka, którą ma w repertuarze Teatr Polski (reż. Jarosław Gajewski). Na zdjęciu: Jerzy Schejbal jako Szatan i Afrodyta Weselak jako Lilith. W Teatrze Narodowym można zaś oglądać „Tango” w reż. Jerzego Jarockiego. Fot. Jakub Ostałowski

Ale z drugiej strony tam, gdzie pojawia się wątek autobiograficzny, też trudno o zmiany inscenizacyjne. W scenariuszu filmowym „Amor”, gdzie akcja umieszczona jest na chwilę przed zakończeniem wojny, i w dramacie „Pieszo”, osadzonym czasowo tuż po wojnie, pojawia się kwestia związku z ojcem. Te teksty pokazują młodego chłopca, który jest w procesie kształtowania się, znajdowania swojej roli w świecie i który stara się zrozumieć to, co się wokół dzieje, w sytuacji kiedy cały świat jest w stanie wrzenia, wszystko się zmienia, szaleje, jest kompletny chaos polityczny i społeczny. To jest bardzo znaczące u Mrożka i nie powinno się przy tym na scenie w żaden sposób manipulować.

 

Mrożek wypracował sobie wizerunek człowieka osobnego, niemal autystycznego. A jaki był naprawdę?

Trudno mi powiedzieć, zbyt słabo go znałem. Rozmawiałem z nim może pięć razy. Spotykałem go na imieninach u Jana Błońskiego parokrotnie, ale on tam swoim zwyczajem siedział i nic nie mówił. Natomiast wiadomo powszechnie, że otwierały go dziewczyny. Jedna z moich koleżanek jakoś znalazła z nim wspólny język i była w ostatnich latach jego dość stałą interlokutorką. Oczywiście póki nie wyjechał do Nicei. Byłem też świadkiem pewnej zabawnej historii. Przyjechały Ukrainki, dziennikarki, chcące dowiedzieć się czegoś o polskiej sztuce i literaturze. Ja miałem dla nich wykład, a później zaproszono mnie na przygotowane dla nich spotkanie z Mrożkiem. To były ładne dziewczyny, więc Mrożek się rozkręcił. Mówił chętnie i dużo, i zupełnie nic nie zostało z tego milczącego, siedzącego w kącie odludka.

 

A Mrożek i polityka? W 1968 roku podpisał list przeciwko interwencji w Czechosłowacji, w 1981 potępił stan wojenny w Polsce…

Był niesłychanie krytyczny w stosunku do systemu w Polsce. Bardzo ostro formułował swoje zdanie na ten temat, choćby w korespondencji. Nie szedł na żadne kompromisy, nie próbował dogadywać się z władzą. Miał, rzecz jasna, we wczesnej młodości okres poważnego zaangażowania w budowę komunizmu, ale błyskawicznie się z tego wycofał. Generalnie nie był człowiekiem polityki. Oczywiście jego dramaty mają polityczny charakter, ale on raczej nie zabierał głosu w jakichś konkretnych sprawach, poza tymi, o których pani przypomniała, bardzo ewidentnymi. Zatem przy tym całym bardzo mocnym krytycyzmie był trochę outsiderem.

 

Ale czy ostatni wyjazd Mrożka do Nicei nie był demonstracją mówiącą, że miał z Polską kłopot?

Z Polską to Mrożek zawsze miał kłopot, dlatego że on po prostu nie tolerował polskiego zadęcia, polskiego obyczaju. W tym kontekście niesłychanie mnie bawi fakt, że on właśnie został pierwszym nieboszczykiem otwierającym nowy panteon w kościele św. Piotra i Pawła w Krakowie. To zakłada, że on był bohaterem narodowym i katolickim. A tymczasem nie był przecież ani katolicki, ani narodowy. Naprawdę trudno się oprzeć wrażeniu, że nawet po śmierci Mrożek opowiedział kolejny ponury żart.

Rozmawiała Anna Zawadzka

 

 

Prof. dr hab. Jerzy Jarzębski jest krytykiem i znawcą literatury współczesnej, badaczem twórczości Witolda Gombrowicza, Brunona Schulza i Stanisława Lema, autorem m.in. „Gry w Gombrowicza” (1982). To laureat Nagrody Kościelskich, członek zarządu PEN Clubu.
 

 

© Academia nr 3 (35) 2013

Oceń artykuł
(0 głosujących)

Tematy

agrofizyka antropologia kultury antropologia społeczna archeologia archeometalurgia architektura Arctowski arteterapia astrofizyka astronomia badania interdyscyplinarne behawioryzm biochemia biologia biologia antaktyki biologia płci biotechnologia roślin borelioza botanika chemia chemia bioorganiczna chemia fizyczna chemia spożywcza cywilizacja demografia edukacja ekologia ekologia morza ekonomia energia odnawialna etnolingwistyka etnomuzykologia etyka ewolucja fale grawitacyjne farmakologia filozofia finansowanie nauki fizyka fizyka jądrowa gender genetyka geochemia środowiska geoekologia geofizyka geografia geologia geologia planetarna geoturystyka grafen historia historia idei historia literatury historia nauki historia sztuki humanistyka hydrogeologia hydrologia informatyka informatyka teoretyczna internet inżynieria inżynieria materiałowa język językoznawstwo kardiochirurgia klimatologia kobieta w nauce komentarz komunikacja kosmologia kryptografia kryptologia kulinaria kultoznawstwo kultura lingwistyka literatura literaturoznawstwo matematyka medycyna migracje mikrobiologia mineralogia mniejszości etniczne mniejszości narodowe modelowanie procesów geologicznych muzykologia mykologia na czasie nauka obywatelska neurobiologia neuropsychologia nowe członkinie PAN 2017 oceanografia ochrona przyrody orientalistyka ornitologia paleobiologia paleontologia palinologia parazytologia PIASt politologia polityka społeczna polska na biegunach prawo protonoterapia psychologia psychologia zwierząt punktoza Puszcza Białowieska robotyka rozmowa „Academii” seksualność smog socjologia szczepienia sztuka technologia wieś w obiektywie wulkanologia zastosowania zdrowie zoologia zwierzęta źródła energii żywienie

Komentarze

O serwisie

Serwis naukowy prowadzony przez zespół magazynu Academia PAN.Academia Zapraszamy do przysyłania informacji o badaniach, aktualnie realizowanych projektach naukowych oraz imprezach popularyzujących naukę.

 

Dla użytkowników: Regulamin

Pliki cookies

Informujemy, że używamy ciasteczek (plików cookies) w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być umieszczane na Państwa urządzeniach służących do odczytu stron, a korzystając z naszego serwisu wyrażacie Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej informacji o celu używania i zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce: TUTAJ

Wydanie elektroniczne

Kontakt

  • pisz:

    Redakcja serwisu online
    Academia. Magazyn Polskiej Akademii Nauk
    PKiN, pl. Defilad 1, pok. 2110
    (XXI piętro)
    00-901 Warszawa

  • dzwoń:

    tel./fax (+48 22) 182 66 61 (62)

  • ślij:

    e-mail: academia@pan.pl