REKLAMA


 

REKLAMA


 

Dr Stefan Jakobielski, współpracownik prof. Michałowskiego na misji w Faras i jego następca na wykopaliskach w Starej Dongoli, przed inskrypcjami w Galerii Faras w Muzeum Narodowym w Warszawie Dr Stefan Jakobielski, współpracownik prof. Michałowskiego na misji w Faras i jego następca na wykopaliskach w Starej Dongoli, przed inskrypcjami w Galerii Faras w Muzeum Narodowym w Warszawie Jakub Ostałowski

O prof. Kazimierzu Michałowskim i jego misji w Faras w Sudanie, która była pierwszym z wielkich sukcesów polskiej archeologii, rozmawiamy z dr. Stefanem Jakobielskim, nubiologiem


Jakobielski_Stefan

Naszym rozmówcą jest Stefan Jakobielski
Instytut Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych
Polska Akademia Nauk, Warszawa
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  
 


Academia: Z prof. Kazimierzem Michałowskim pracował pan na wykopaliskach w Faras w latach 1961–64. Jak pan trafił do jego zespołu?

Stefan Jakobielski: Byłem tuż po studiach filologicznych, a profesor potrzebował kogoś do czytania inskrypcji, bo już po pierwszej kampanii było wiadomo, że one w Faras będą. Rewelacyjny pomysł profesora, który miał ogromny wpływ na sukces polskiej szkoły archeologicznej, polegał na tym, że na wykopaliska zabierano fachowców z konkretnych dziedzin. Architekturę dokumentował architekt, a nie archeolog, co dziś wydaje się truizmem. Ja jestem z zawodu egiptologiem, a specjalizowałem się w języku koptyjskim. Słynną postacią misji był antropolog profesor Tadeusz Dzierżykray--Rogalski. W pierwszej kampanii działał architekt, dr Wiesław Koziński, który pracował przedtem na Politechnice Warszawskiej.

 

Kiedy pierwszy raz stanął pan na wykopaliskach?

11 listopada 1961 roku poleciałem do Kairu, a potem pojechałem do Faras.

 

I co pan zobaczył?

Odkryte były kaplice katedry, w środku stele biskupie i dwa malowidła z inskrypcjami, w tym wypadku z legendą: monumentalna postać archistratega Michała i wizerunek Matki Boskiej, które zostały zdjęte ze ścian już przy mnie w drugiej kampanii przez Stanisława Jasiewicza, pierwszego konserwatora, który trafił do Faras. Ale muszę wrócić do pierwszej kampanii, choć nie brałem w niej udziału. Wtedy został zrobiony przekop poprzez wzgórze od strony wschodniej, gdzie nie było żadnej architektury, która przeszkadzałaby w wykonaniu takiej transzei. To było ważne, bo pierwsza kampania była krótka, a profesor Michałowski chciał mieć jakiś wynik. Miał oczywiście bloki faraońskie, które zostały znalezione na początku. Na blokach były inskrypcje Totmesa III, Ramzesa II. Można było zdecydować się na jakieś większe przedsięwzięcie, aby sprawdzić, co tam jest w środku. A co mogło być w środku? Świątynia faraońska oczywiście. Skoro wkoło walają się bloki z konkretnego okresu, to w środku musi być świątynia. Na czymś ten wielki pagór faraski musiał się ukształtować. Wzgórze było sztuczne. Wiadomo było, że kilku znakomitych archeologów, którym proponowano to stanowisko, odrzuciło je, ponieważ uznali, że kopanie to zbyt duże ryzyko. Geniusz Michałowskiego polegał na tym, że on wiedział, że tam w środku jest duży budynek, bo być musi, a więc właściwie niczym nie ryzykuje. Kopiąc, natknął się na ścianę katedry. W tym właśnie miejscu dostawiono kaplice komemoratywne przy grobie pięciu biskupów z XI i XII wieku dekorowane dwoma malowidłami.

 

Prof. Kazimierz Michałowski w czasie prac wykopaliskowych w Faras. Fot. Tadeusz Biniewski/ Archiwum Instytutu Kultur Śródziemnomorskich i Orientalnych Polskiej Akademii Nauk

 

Podczas pierwszego pobytu w Faras odczytywał pan inskrypcje na tych stelach biskupich?

Nie, przeczytał je Marek Marciniak, który był w pierwszej kampanii. Ja miałem do czytania inne napisy, natomiast poprawiłem datowanie.

 

Jak się odbywa ten proces?

Z inskrypcji trzeba zrobić faksymile. Jeżeli to jest inskrypcja ryta, to można zrobić odcisk, pod warunkiem że kamień jest odpowiednio twardy i zniesie działanie wody. Teraz robi się odciski lateksowe, ale myślę, że szkoła przerysowywania tekstu jest dobra, i zwykle tak to robiliśmy. W Faras inskrypcji było za dużo, więc były one tylko fotografowane i czytane na miejscu w tym sensie, że jeśli coś się dało przeczytać, to było przepisywane.

 

Zaczęło się od dwóch malowideł, a ostatecznie było ich ponad 100.

Dokładnie 169, razem z obiektami ze śladami farby. Z inskrypcji natomiast dla mnie najważniejsza jest lista biskupów. Były tam daty zgonu – dzień i miesiąc, bez roku, w tamtych czasach potrzebne do tego, żeby odprawić w rocznicę mszę komemoratywną. Lista biskupów stanowiła podstawową oś moich badań. Ustalenie na jej podstawie dokładnej chronologii sprawowania urzędu przez kolejnych biskupów diecezjalnych pozwoliło nam na datowanie malowideł. W katedrze są portrety 14 biskupów, z czego trzech jest określonych imieniem. Na liście zaś jest 28 imion, czyli jest kolejność. Są zniszczone w dużym stopniu, więc nie wszędzie są dane, jest kilka stel biskupich. To wszystko trzeba było dopasować do siebie. Dlaczego to jest ważne? Dlatego że są pewne grupy stylistyczne malowideł, które są albo jednego pędzla, albo pochodzą z jednego atelier, które zawierają portret biskupi. Obowiązkiem biskupa było bowiem wywieszenie swojej podobizny w katedrze. I to jest niezwykle ważny punkt chronologiczny, bo dzięki temu można datować inne malowidła z tej grupy. Mamy trzy warstwy tynku w katedrze, każda z warstw jest malowana i, upraszczając sprawę, odpowiada pewnym okresom w historii. Trzeba było dopasować tę listę do tynków i tynki do listy, a poza tym dopasować malarzy. Dla mnie była to najważniejsza inskrypcja faraska, bo stele biskupie zawierają główne formuły, z których jedna do dzisiaj jest używana w Kościele prawosławnym jako modlitwa za zmarłych.

 

Nie tylko odczytywaniem inskrypcji zajmował się pan w Faras. Co było najtrudniejsze?

Zdejmowanie około 120 malowideł. Robił to Józef Gazy, konserwator z Muzeum Narodowego. Do pomocy wyznaczono egiptolożkę Elżbietę Dąbrowską-Smektałę i arabistkę Martę Kubiak, które pracowały jako konserwatorki. A potem cała misja dostawała do rąk pilniki, tzw. raszple, i usuwaliśmy nimi tynk z odwrocia. Chodziło o to, żeby malowidło było jak najlżejsze. Te prace w ostatniej kampanii były na tyle intensywne, że profesor Michałowski prawie zrezygnował z najważniejszej rzeczy – z archeologii.

 

Dlaczego?

Zdał sobie sprawę, że podstawową rzeczą, którą trzeba zrobić przed zalaniem tej miejscowości wodami Nilu, jest ratowanie malowideł, bo to jest największy skarb. Notabene za jego sprawą strona polska oprócz zgodnego z prawem sudańskim podziału 50:50 zaproponowała przekazanie dwóch największych malowideł: „Bożego Narodzenia” i „Młodzianków w ogniu” stronie sudańskiej, jako ich skarbów narodowych. I to była słuszna decyzja.

Tak więc podczas czwartej kampanii prof. Michałowski podporządkował malowidłom wszystkie inne prace, reszta zeszła na drugi plan. Jeszcze kopaliśmy, ale to nie było istotne, nie było nawet, z braku czasu, możliwości robienia pełnej dokumentacji. To była dramatyczna decyzja. Katedrę trzeba było rozebrać po to, żeby odzyskać wtórnie użyte elementy architektoniczne, z których biskup Paulos w 707 roku tę katedrę zbudował.

W Faras nie było tego problemu, który jest podstawowy w całej archeologii – stratygrafii. Tam był głównie nawiany piasek. To było wydobywanie czystego piasku, więc można było sobie pozwolić na szybkie odsłanianie wnętrza. Nie trzeba było co pięć centymetrów schodzić niżej na całym obszarze. I to był chyba ten najbardziej emocjonujący czas – tu coś wyłazi, tam widać szczyt ściany i jest jakiś kolor. Potem zdarzyło się coś, co podniosło Faras do rangi światowego hitu. Zawdzięczamy to przypadkowi. Georg Gerster, piszący książkę o Nubii dziennikarz i fotograf, dopłynął motorówką po Nilu do granicy egipsko-sudańskiej, gdzie zatrzymali go Egipcjanie. Bardzo protestował, więc mu powiedzieli, żeby poszedł na drugą stronę, bo tam jest misja archeologiczna. Faras było 300 metrów od granicy, po stronie sudańskiej. Gerster przeszedł przez granicę i trafił do nas w momencie, gdy odkopywaliśmy wielkiego archanioła z malowidła „Młodziankowie w ogniu”. To epizod według Księgi Daniela: archanioł Michał chroni trzech młodzianków od ognia w piecu. Ten wyłaniający się z piasku archanioł stał się później słynny, bo Gerster zrobił zdjęcie i opublikował je najpierw w popularnym szwajcarskim czasopiśmie. Profesor Michałowski bardzo doceniał rolę popularyzacji archeologii. Który uczony udzieliłby w tamtych czasach wywiadu „Expressowi Wieczornemu”? A on to robił, bo wiedział, że każdy w Polsce to przeczyta. Urzędnicy w ministerstwach też, a od nich wiele zależało.

 

Biskup Petros ze świętym Piotrem Sudan, Faras, 974–997 Tynk mułowy, tempera; wysokość 244,5 cm, szerokość 113 cm. Fot. Materiały Muzeum Narodowego w Warszawie

 

Ale światowa kariera Faras to zasługa prof. Michałowskiego?

Zdecydowanie tak. W 1958 roku UNESCO ogłosiła apel o ratowanie zabytków Nubii. Chodziło głównie o świątynie egipskie na terenie Nubii egipskiej. Sudanem trochę mniej się zajmowano, bo sztandarową sprawą było przeniesienie świątyni faraońskiej w Abu Simbel. Ale profesor Michałowski interesował się Nubią od dawna. Już w 1938 roku badał możliwości rozpoczęcia tam wykopalisk. Wyprawę do Nubii zorganizował w 1958 roku. Wynajął statek i objechał z pracownikami wszystkie stanowiska archeologiczne w Egipcie aż do granicy z Sudanem, robiąc notatki i oglądając teren. W 1959 roku powstała Polska Stacja Archeologiczna w Kairze – instytucja, która mogła wystąpić o prowadzenie tych badań. Gdy UNESCO ogłosiła apel, Michałowski się zgłosił, bo miał już bazę, miał zaplecze logistyczne w Kairze i miał budżet.

 

Skąd pochodziły pieniądze?

Z Ministerstwa Finansów. Specjalny budżet przeznaczony na działalność Stacji nie był w gestii uniwersytetu, Ministerstwa Kultury i Sztuki czy Ministerstwa Szkolnictwa Wyższego, więc nikt nie mógł po te pieniądze sięgnąć pod żadnym pretekstem. Wszyscy byliśmy stypendystami rządu egipskiego. Stypendia te leżały jednak w ministerstwie w szufladzie, dlatego że wynosiły 30 funtów egipskich i nikt z ministerstwa się nimi nie interesował. My dostawaliśmy jakieś 28 funtów, wtedy około 50 dolarów.

 

Jakie było znaczenie wykopalisk w Faras dla archeologii?

Przede wszystkim rozwój nowej dziedziny wiedzy w Polsce i na świecie, która nazywa się nubiologią. Każdy wie, kto to jest egiptolog, ale kto to jest nubiolog – już nie bardzo. Powstało Międzynarodowe Towarzystwo Nubiologiczne, we władzach którego zawsze jest ktoś z Polski. Druga kwestia to jest zainteresowanie świata chrześcijaństwem nubijskim. To także bardzo silny impuls do rozwoju studiów nad ikonografią chrześcijańską. Kolejna, nie wiem, czy nie najważniejsza kwestia, to otwarcie się archeologii, jej rozwój dzięki nagłośnieniu sukcesu.

 

Ale Faras to niejedyny wielki sukces prof. Michałowskiego?

Każda jego misja kończyła się wielkim sukcesem. Deir el-Bahari w 1962/63 – znalezienie świątyni Totmesa III w miejscu, gdzie kopano przez 100 lat. Gdzie jak gdzie, ale w Tebach zachodnich przekopano przez te lata wszystko i nagle koło największej świątyni Hatszepsut znajduje się świątynia Totmesa III z jego granitowym posągiem. Ale też wykopaliska w Aleksandrii, znalezienie amfiteatru w sercu miasta. Palmyra, gdzie odkryto piękne rzeźby. Miałem zaszczyt tam pracować. Na Cyprze w 1965 roku polska misja odkryła skarb srebrnych monet, co uznano za niezwykłe wydarzenie. A później sypnęło mozaikami wielkiej wartości.

 

Jak na tym tle wygląda dzisiejsza pozycja polskiej archeologii?

Myślę, że polska archeologia bliskowschodnia cały czas jest w czołówce. Jeśli chodzi o Sudan, który jest najbliższy mojemu sercu, to w czasach, kiedy była akcja na IV katarakcie, gdzie budowano następną tamę, było w Sudanie osiem polskich misji pracujących jednocześnie. To są lata 2005–-2006. Teraz jest o dwie mniej, ale to nie znaczy, że nie jesteśmy już potęgą w archeologii na tamtym terenie. To samo jest w Egipcie. Kairską Stację przemianowano na Centrum, które jest właściwie bardzo poważnym instytutem naukowym. Wspaniale się rozrosło, ma własne wydawnictwa i ponad 20 osób personelu, nie w Egipcie, w Polsce. Potrzeba więcej ludzi w Polsce do opracowywania dokumentacji. Nadal są odkrycia, misje pracują. Weźmy chociażby Sakkarę profesora Karola Myśliwca; w samym Egipcie pracuje niemal 10 innych polskich misji. Jesteśmy także m.in. na Cyprze, w Kuwejcie, Libanie, a do niedawna byliśmy w Syrii i Iraku. Tyle że fundusze zdobywa się inaczej. W tej chwili to najważniejsze zadanie kierowników misji. Temu poświęca się mniej więcej trzy czwarte roku, a potem są wykopaliska. W Dongoli w Sudanie badania prowadzi profesor Włodzimierz Godlewski. Tam jest pracy na 50–100 lat. Są też wykopaliska w Banganarti, a bardziej na południe – Selib, oba kierowane przez prof. Bogdana Żurawskiego. Konserwację stanowiska Ghazali prowadzi dr Artur Obłuski.

 

Na koniec: czy prace związane z wykopaliskami w Faras już się skończyły?

W jakimś sensie ciągle trwają. W tej chwili przygotowujemy do druku katalog malowideł faraskich, na który nigdy nie było pieniędzy. Wyda go Centrum Uniwersyteckie. Prace ruszyły trzy lata temu, tekst przetłumaczono i ja ciągle go uzupełniam. Będzie zawierał wszystkie malowidła, także te, które są w Chartumie i w Warszawie, i te niezdjęte fragmenty. To bardzo potrzebna publikacja. Ale to, że pojawia się dopiero po 50 latach, to grzech śmiertelny

 

Rozmawiała Anna Zawadzka

 

Zestawienie zdjęć z Faras z przestrzennym obrazem Katedry w technice stereoskopowej, zrealizowanym w projekcie FARAS 3D. Widoczne malowidło to „Młodziankowie w ogniu”

 

 

         

Kampania Nubijska prowadzona w latach 60. pod patronatem UNESCO na terenie południowego Egiptu i Sudanu, w ramach której pracowała polska misja, była wielką ratunkową operacją archeologiczną. Jej celem było ocalenie zabytków dawnych kultur na obszarze, który miał został zalany wodami Nilu po ukończeniu budowy Wysokiej Tamy w pobliżu Asuanu. Międzynarodowe przedsięwzięcie uchroniło takie obiekty jak faraońskie świątynie w Abu Simbel, świątynię Izydy na wyspie File w Egipcie i malowidła z katedry w Faras.

 

 

© Academia nr 4 (40) 2014

 

 

Oceń artykuł
(0 głosujących)

Tematy

agrofizyka antropologia kultury antropologia społeczna archeologia archeometalurgia architektura Arctowski arteterapia astrofizyka astronomia badania interdyscyplinarne behawioryzm biochemia biologia biologia antaktyki biologia płci biotechnologia roślin borelioza botanika chemia chemia bioorganiczna chemia fizyczna chemia spożywcza cywilizacja demografia edukacja ekologia ekologia morza ekonomia energia odnawialna etnolingwistyka etnomuzykologia etyka ewolucja fale grawitacyjne farmakologia filozofia finansowanie nauki fizyka fizyka jądrowa gender genetyka geochemia środowiska geoekologia geofizyka geografia geologia geologia planetarna geoturystyka grafen historia historia idei historia literatury historia nauki historia sztuki humanistyka hydrogeologia hydrologia informatyka informatyka teoretyczna internet inżynieria inżynieria materiałowa język językoznawstwo kardiochirurgia klimatologia kobieta w nauce komentarz komunikacja kosmologia kryptografia kryptologia kulinaria kultoznawstwo kultura lingwistyka literatura literaturoznawstwo matematyka medycyna migracje mikrobiologia mineralogia mniejszości etniczne mniejszości narodowe modelowanie procesów geologicznych muzykologia mykologia na czasie nauka obywatelska neurobiologia neuropsychologia nowe członkinie PAN 2017 oceanografia ochrona przyrody orientalistyka ornitologia paleobiologia paleontologia palinologia parazytologia PIASt politologia polityka społeczna polska na biegunach prawo protonoterapia psychologia psychologia zwierząt punktoza Puszcza Białowieska robotyka rozmowa „Academii” seksualność smog socjologia szczepienia sztuka technologia wieś w obiektywie wulkanologia zastosowania zdrowie zoologia zwierzęta źródła energii żywienie

Komentarze

O serwisie

Serwis naukowy prowadzony przez zespół magazynu Academia PAN.Academia Zapraszamy do przysyłania informacji o badaniach, aktualnie realizowanych projektach naukowych oraz imprezach popularyzujących naukę.

 

Dla użytkowników: Regulamin

Pliki cookies

Informujemy, że używamy ciasteczek (plików cookies) w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być umieszczane na Państwa urządzeniach służących do odczytu stron, a korzystając z naszego serwisu wyrażacie Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej informacji o celu używania i zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce: TUTAJ

Wydanie elektroniczne

Kontakt

  • pisz:

    Redakcja serwisu online
    Academia. Magazyn Polskiej Akademii Nauk
    PKiN, pl. Defilad 1, pok. 2110
    (XXI piętro)
    00-901 Warszawa

  • dzwoń:

    tel./fax (+48 22) 182 66 61 (62)

  • ślij:

    e-mail: academia@pan.pl