REKLAMA


 

REKLAMA


 

Widok z południa Piotr Andryszczak

O Polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego na Wyspie Króla Jerzego mówi w wydaniu specjalnym magazynu PAN „Academia” „Polska na biegunach” dr hab. Robert Bialik, kierownik Zakładu Biologii Antarktyki Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN.


Bialik_Robert

Naszym rozmówcą jest
dr hab. Robert Bialik

Instytut Biochemii i Biofizyki, Polska Akademia Nauk, Warszawa
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  

 

Dr hab. Robert Bialik jest kierownikiem Zakładu Biologii Antarktyki w Instytucie Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk oraz przedstawicielem Polski w między- narodowych organizacjach SCAR oraz ATCM/CEP.

 


 

 Nazwa 
Polska Stacja Antarktyczna im. Henryka Arctowskiego

 Miejsce 
Zatoka Admiralicji na Wyspie Króla Jerzego w archipelagu Szetlandów Południowych

 Data powstania 
1977 r.

 Właściciel
Instytut Biochemii i Biofizyki  PAN

 

 

Academia: USA, Norwegia, Wielka Brytania, Australia. W takim towarzystwie Polska działa w Antarktyce. Czym sobie zasłużyliśmy na taką pozycję? Jesteśmy polarną potęgą?

Robert Bialik: Z punktu widzenia inwestycji w naukę oczywiście nie możemy się porównywać z takimi gigantami jak USA czy Norwegia, już nie wspominając o Australii, Nowej Zelandii czy Wielkiej Brytanii z British Antarctic Survey, największą organizacją, która prowadzi badania w Antarktyce, czy Scott Polar Research Institute w Cambridge. To są potęgi z wielką infrastrukturą, zatrudniające tysiące osób. Ale my mamy stacje polarne zarówno na północy, jak i na południu, co nam daje olbrzymią przewagę, bo możemy prowadzić badania porównawcze. A czym sobie zasłużyliśmy? Arctowski powstał w 1977 r. Wiemy, jaki mieliśmy wtedy ustrój polityczny, wiemy, jaką potęgą był wtedy Związek Radziecki, traktujący nas jako państwo satelickie. Już w 1959 r. Rosjanie – chcąc poszerzyć własne wpływy – przekazali nam stację Dobrowolskiego na kontynencie. Ona nie funkcjonowała co roku, ale była niezbędna, żeby mieć prawo dostępu do morskich zasobów żywieniowych.

 

„Kryl wyżywi Polskę”?

Właśnie, choć najlepiej się sprawdza jako białko dla hodowlanych łososi. Arctowski, poza prowadzeniem badań naukowych, miał stanowić wsparcie logistyczne dla statków odławiających kryla. Dla mnie fenomenem jest to, co się wtedy stało. W dwa miesiące zbudowano wioskę z własną infrastrukturą – elektrownią, zbiornikami z paliwem, chłodniami i magazynami. Postawiono dwa hangary, które służą teraz jako magazyny. Dzisiaj jak ktoś pracuje z helikopterem w rejonie Szetlandów Południowych, to już jest wygrany, bo ma zapewnioną logistykę, a my byliśmy takim krajem w trakcie trwania III oraz IV Wyprawy Antarktycznej, czyli na przełomie lat 70. i 80. Przez pierwsze lata mieliśmy pilotów, mechaników, serwis. Wtedy byliśmy potęgą, jeśli chodzi o wsparcie logistyczne badań naukowych.

 

I co się stało?

W Polsce przyszła zmiana ustroju i zapaść gospodarcza. A świat zaczął się zastanawiać, czy eksploatacja zasobów morskich Antarktyki nie jest zbyt wielka i w 1982 r. powołano Komisję do spraw Zachowania Żywych Zasobów Morskich Antarktyki (CCAMLR), która zaczęła regulować możliwość połowów kryla czy antara polarnego – ryby żyjącej w wodach otaczających Antarktydę. Jednocześnie Polska flota przystosowana do wymogów, które są stawiane statkom w tamtym rejonie, się zestarzała, a na nową nie było pieniędzy.

 

Kryli sen prysł, ale stacja została.

Oczywiście, bo jej lokalizacja jest naukowo najlepszym wyborem, jakiego można było dokonać. Jak wchodzi się do dżungli, to się słyszy zwierzęta, a tu się wychodzi i widzi się 10 tysięcy zwierząt. Trzy gatunki pingwinów, które gniazdują w okolicach stacji – białookiego, białobrewego, maskowego, słonie morskie, foki Weddella, lamparty morskie, uchatki antarktyczne. Nie zapominając o dwóch gatunkach pingwinów odwiedzających od czasu do czasu okolice stacji – królewski oraz złotoczuby. Występują one na Specjalnie Chronionych Obszarach Antarktyki, w których nie można prowadzić badań ot tak. Nie można sobie wejść ze sprzętem, np. z wiertnią, czyli z hałasem. Nie można prowadzić żadnych działań inwazyjnych. Wyjścia w ten rejon są monitorowane. Polska zarządza dwoma takimi obszarami – ASPA 128 oraz ASPA 151. W okolicach stacji są tzw. ogrody Jasnorzewskiego. Jest to jeden z największych morskich mszarników w całej Antarktyce. Niektóre źródła podają, że jest datowany na około pięć tysięcy lat. Nie wolno po nim chodzić, bo każdy zrobiony tam krok zostaje na lata. Inni bardzo nam tego zazdroszczą.

 

Jakie to daje możliwości naukowe?

Jesteśmy mocni z punktu widzenia ekologicznego. Od samego początku. W latach 80. poza pracownikami Zakładu Biologii Antarktyki pracował tu np. zespół z Uniwersytetu w Łodzi, m.in. profesorowie Krzysztof Jażdżewski oraz Jacek Siciński. Materiał wtedy zebrany do dziś jest podstawą doktoratów i habilitacji. Dzisiaj brakuje taksonomów, a my mamy na koncie odkrycia wielu nowych gatunków. Są badania prof. Wojciecha Majewskiego z Instytutu Paleobiologii PAN, który pobierał rdzenie, datował nowe organizmy. I prace zespołu prof. Marii Olech, docenionej przez SCAR, czyli komisję badań antarktycznych, w tym roku. Tych badań było dużo, w szczególności biologicznych, bo stacja taki profil przyjęła ze względu na obecność dużej ilości organizmów, ale również – pomimo ubogości, pustynnego klimatu antarktycznego – dużego bogactwa mchów i porostów.

Stacja od początku rozpoczęła obserwację „gatunków wskaźnikowych”, m.in. pingwinów. Dr Małgorzata Korczak-Abshire dostała od poprzedniego kierownika zadanie, żeby zająć się tymi obserwacjami i je rozwinąć. Jej działania doprowadziły do tego, że baza danych powstała w wyniku zliczania gatunków i określania liczebności populacji zwierząt, które tam występują – ssaków płetwonogich, pingwinów, ptaków jak wydrzyk antarktyczny czy petrelec olbrzymi – stała się na tyle bogata, że wzbudziła zainteresowanie środowiska międzynarodowego. I zaczęliśmy wykonywać obserwacje gatunków wskaźnikowych dla kryla, np. pingwina Adeli. A kiedy po kryzysie gospodarczym w USA Amerykanie zdecydowali o ograniczeniu prowadzenia obserwacji w rejonie sąsiadującej z Arctowskim Stacji Copacabana, zaczęliśmy je kontynuować. Od 10 lat prowadzimy również monitoring gatunków wskaźnikowych w Zatoce Króla Jerzego na tzw. Lions Rump. I w 2014 roku CCAMLR uznał ją za jeden ze swoich głównych punktów obserwacyjnych. Trzy lata temu polsko-norweski zespół z liderem Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN dostał – przy współudziale Politechniki Warszawskiej, Northern Research Institute Tromsø i innych instytucji – Projekt MONICA (A novel approach to monitoring the impact of climate change on Antarctic ecosystems), którego celem było wykorzystanie nowych technologii takich jak samoloty bezzałogowe do prowadzenia monitoringu. Zdjęcia, które są wykonywane przez te samoloty, pozwalały na określenie wielkości populacji pingwinów i płetwonogich, a także mapowanie zbiorowisk roślinnych. Oczywiście to jest działanie, które bardzo udoskonala badania, ale nie jest wystarczające. Ludzie tam muszą być obecni, bo z samolotu nie można określić ciężaru i liczby jaj, czy ciężaru pisklaków. Poza tym samolot nie pracuje bez przerwy. Tym możemy się dzisiaj chwalić: Projekt MONICA plus monitoring ekologiczny.

 

To udźwignie ciężar utrzymania stacji?

Nie, więc kiedy dwa lata temu zostałem kierownikiem Zakładu Biologii Antarktyki, uznałem, że trzeba rozwinąć prowadzenie prac obejmujących swoimi zainteresowaniami również inne dyscypliny. Rozpoczęliśmy np. badania glacjologiczne i klimatyczne. Tam są takie same lodowce, a nawet większe, niż na Spitsbergenie, a klimat jest bardzo zbliżony, więc prowadzenie badań porównawczych jest po prostu naturalne. Mamy też w tym roku wybitnych ornitologów – zespół prof. Dariusza Jakubasa z Uniwersytetu Gdańskiego, który w projekcie Narodowego Centrum Nauki bada dwa gatunki małych ptaków – oceanników. Rozpoczęliśmy współpracę z prof. Żanetą Polkowską z Politechniki Gdańskiej w zakresie badań hydrochemicznych cieków. Rozpoczęliśmy monitoring wód roztopowych z lodowców, aby sprawdzić, w jaki sposób kształtują morenę. Zostały też zrobione analizy wpływu działania samej stacji na otoczenie i są dla nas pozytywne. Ale przez te 40 lat zdarzyła nam się wpadka. Okazało się, że na Stację zawleczona została – nie wiemy czy z Polski, czy z Ameryki Południowej – trawa gatunku Poa annua zwana w języku polskim pajędzą, gatunek bardzo inwazyjny. Na razie ją wyrywamy i spalamy, ale mamy projekt botaniczny mający na celu pozbycie się jej. Bezpośrednio użyteczne dla nas są także analizy szybkości zmiany nabrzeża prowadzone przez naukowców z Uniwersytetu Wrocławskiego. Bo nasz najważniejszy problem to to, że linia brzegowa w czasie stawiania głównego budynku stacji była oddalona o kilkanaście metrów, a obecnie zaledwie o 1,5 m.

 

Czy jest możliwość przesunięcia budynków?

Tylko Brytyjczycy mają nowoczesne konstrukcje, z którymi można to zrobić, tak jak np. w tym roku ze stacją Halley VI. Ale nas na nie pewnie nigdy nie będzie stać, a poza tym można je zastosować tylko na lodzie. Arctowski zaś stoi na normalnej ziemi. Jedyny ratunek dla nas to budowa stacji w innym miejscu.

 

Powinno się to zrobić natychmiast?

Tak, bo każdy sztorm jest niebezpieczny. 5 lat temu zdarzył się tak silny, że zimownicy umacniali nabrzeże płytami betonowymi – działając, z czego zdajemy sobie sprawę, niezgodne z zakazami dotyczącymi ochrony krajobrazu, ale to było jedyne, co pozwoliło im przetrwać. Na szczęście od tej pory było bardzo spokojnie, ale w tym roku można się spodziewać niekorzystnych wiatrów. Już fale rozbijają się o okno pokoju kierownika zimowania. Stacja jest więc bezpośrednio zagrożona i trzeba działać natychmiast.

 

Kto konkretnie miałby to zrobić?

Arctowski jest pod opieką Instytutu Biochemii i Biofizyki PAN, którego działalność statutowa jest finansowana ze środków Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Składamy więc wnioski – ubiegłoroczny został rozpatrzony negatywnie, w tym roku nie ma jeszcze decyzji. Obawiamy się jednak, że nie otrzymamy pieniędzy – to są wielkie koszty.

 

Wielkie, czyli jakie?

Około 100 mln zł, czyli bardzo dużo dla pojedynczego resortu. Co prawda w sprawy Antarktyki zaangażowane są różne ministerstwa, m.in. Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej – reprezentujące Polskę w CCAMLR, czy Spraw Zagranicznych odpowiedzialne za spotkania Układu Antarktycznego. Gdyby one mogły partycypować w kosztach, byłoby znacznie łatwiej. Ale finansować infrastrukturę naukową może wyłącznie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jedyna nadzieja, że decyzje zapadną na poziomie rządu.

 

Gdyby się te 100 mln znalazło, to...

Mamy już projekt koncepcyjny nowego Arctowskiego, pojedynczego, trzykondygnacyjnego budynku. Takiego, w jakich funkcjonują nowoczesne stacje.

 

W tej chwili stacja jest rozproszona?

Jest główny, naukowy budynek, który ma też jadalnię i kuchnię oraz pokoje dla 14-osobowej grupy zimowej. Jest budynek „Meteo”, w którym prowadzone były wcześniej obserwacje meteorologiczne, a teraz zwyczajowo mieszka tam kierownik Zakładu Biologii Antarktyki w czasie swojej obecności na Stacji. Naukowcy mają do dyspozycji trzy domki z dwu-, trzy- i czteroosobowymi pokojami bez wygód – są tam tylko łóżka i prąd – oddalone o ok. 200 m od stacji, ale pozwalające na normalne funkcjonowanie i pracę. Wszyscy na posiłki przychodzą do głównego budynku. Taki układ jest kłopotliwy, choćby ze względu na wiatr. Taka pogoda jest możliwa tylko na Antarktyce – słońce, niebieskie niebo i wieje 100 km na godzinę np. przez tydzień. Ledwie można otworzyć drzwi, przejście 100 m zajmuje kilkanaście minut, a w dodatku na wysokości kolan latają kamienie wielkości dużych otoczaków.

Mimo wszystko mnie osobiście, ale pewnie i moim kolegom, żal głównego budynku stacji. Może uda się przynajmniej tę część zachować jako muzeum. Fragment będący unikatową mesą można oddzielić, bo budynek jest złożony z kontenerów.

 

Zatem jest lekki. Postawienie dużego budynku na trudnym terenie to dodatkowe wyzwanie?

Tak, dlatego w ubiegłym roku IBB zainwestował także w prace zespołu częściowo składającego się z naukowców z Wydziału Geologii Uniwersytetu Warszawskiego, który zbadał grunt ok. 200 m od linii brzegowej. W kolejnych krokach musimy wykonać ocenę wpływu na środowisko i uzyskać zgodę na budowę. Powinniśmy ją dostać, bo podstawowa przesłanka jest taka, że jest zagrożenie katastrofą, a nasi ludzie muszą być bezpieczni.

 

 

Ile kosztuje utrzymanie stacji rocznie?

Nasza roczna dotacja to 6 mln zł. I to wystarcza do obecnego funkcjonowania. Jednakże logistyka jest niezwykle droga. Samo wynajęcie statku to są olbrzymie koszty, a z Gdyni na naszą wyspę płynie się około 42 dni w jedną stronę. Szczęśliwie rokrocznie do postępowań przetargowych zgłasza się statek, który i tak pływa na Antarktykę, i zaopatrzenie, i ludzi przewozi nam trochę przy okazji. Zwiększenie dotacji zabezpieczyłoby funkcjonowanie stacji, ale również pozwoliłoby na dostosowanie jej do prowadzenia badań na najwyższym poziomie.

 

Co stacja przynosi bezpośrednio Polsce, że warto wydawać na nią te pieniądze?

Po pierwsze, nasza obecność i możliwość współdecydowania o tym kontynencie, powinny być polską racją stanu, a utrzymanie Arctowskiego nam na to pozwala. Poza tym faktycznie jesteśmy rodzajem ambasady polskiej na Antarktyce. Odwiedzają nas goście z różnych państw i staramy się ich przyjmować ze wszystkimi honorami, mamy flagi narodowe wszystkich państw pracujących w Antarktyce, do wywieszania na maszcie znajdującym się przed wejściem do głównego budynku stacji. To jest dyplomacja naukowa. A po drugie badania polarne podnoszą prestiż Polski na arenie międzynarodowej. Szczególnie takie, o których się dużo mówi.

 

Jakie na przykład?

Mając możliwość bezpośrednich obserwacji, możemy stwierdzić, że w ostatnich 5 latach następuje lokalne ochłodzenie klimatu i zauważalne są zwolnienia procesu deglacjacji znajdujących się tam lodowców, przynajmniej w okresie lata antarktycznego. Wielu naukowców twierdzi, że jednak jest ocieplenie i należy zatrzymać np. emisję dwutlenku węgla, z czym oczywiście trudno polemizować. Ale zaczyna się dyskusja, w której my możemy powiedzieć: mamy dodatkowe informacje i nasz głos zaczyna być ważny. Dyskusja nad tym, że może to, co się dzieje pod biegunami, to nie jest kwestia klimatu, a jakichś innych czynników. I nad konsekwencjami. Drugi przykład: w tym roku zauważyliśmy, że uchatki zaczęły ginąć – w ciągu tygodnia znajdowaliśmy ich ciała jedno po drugim. Ostatecznie 8. Gdyby nas tam nie było, nic byśmy o tym nie wiedzieli. Teraz nasz Instytut Weterynarii będzie badał przyczyny. Słowem: rokrocznie możemy zaobserwować anomalie. A nasz monitoring jest wartością samą w sobie, bo trwa już czterdzieści lat. Niewiele państw ma tak długoterminowe dane.

 

A pana co najbardziej na Antarktyce interesuje?

Hydrologia oczywiście.

 

Ale tam nie ma wielkich rzek.

Nie, ale małe cieki, które wypływają z lodowców, są nawet bardziej frapujące. Jeśli widzę miejsce, w którym pojawił się strumień, którego jeszcze rok temu nie było, mogę stwierdzić, jak to wszystko działo się tutaj kiedyś i mogę odtworzyć zmiany w przyszłości. Np. przebieg transportu rumowiska. W Polsce mamy Wisłę, która niesie materiał, ale niemierzalny – nie jesteśmy w stanie ocenić jego ilości. Powstają więc modele, ale dopiero na Antarktydzie, w tej małej skali, okazuje się, że istnieje możliwość ich weryfikacji. Oczywiście ktoś powie: a dlaczego nie robicie tego w Tatrach? Bo tam mamy uformowane już polodowcowe cieki i przemyte moreny. W Polsce mamy też powodzie. Kiedy już woda opadnie, gdzieniegdzie zostaje dużo rumoszu. Ale znowu nie wiemy ile. Tam możemy to ocenić. Czyli nie ingerując w przyrodę, możemy obserwować rzeczy, które da się naturalnie adaptować do krajowego środowiska, w którym jesteśmy obecnie. Dużo jest takich tematów.

 

Czyli Antarktyda to świat w soczewce?

Tak, naturalne laboratorium. Potencjalny ocean tematów i wielka marka.

 

Rozmawiały Anna Zawadzka i Katarzyna Czarnecka, portret Jakub Ostałowski

 

 

         

Traktat Antarktyczny (The Antarctic Treaty Consultative Meeting – ATCM)
umowa podpisana 1 grudnia 1959 roku przez 12 państw, których naukowcy byli aktywni w rejonie Antarktyki podczas Międzynarodowego Roku Geofizycznego (IGY) w latach 1957-58 – Argentynę, Australię, Belgię, Chile, Francję, Japonię, Nową Zelandię, Norwegię, Południową Afrykę, USA, Wielką Brytanię i ZSRR. Została ratyfikowana 23 czerwca 1961 roku i od tego czasu liczba państw, które przyłączyły się do Układu wzrosła do 53. 29 państw posiada prawo głosu (consultative status), co oznacza, że wspólnie zarządzają tym obszarem świata. Od 1977 roku należy do nich Polska, która traktat podpisała, jako 13. Kraj w 1961 roku. Dokument ten stwierdza, że Antarktyka jest zdenuklearyzowana, zdemilitaryzowana i powinna na niej panować swoboda badań naukowych. Warunkiem uzyskania statusu konsultatywnego jest prowadzenie istotnej pracy naukowo-badawczej, np. założenie stacji naukowej lub wysłanie wyprawy naukowej. Przed wejściem w życie Traktatu Antarktycznego siedem państw zgłosiło roszczenia terytorialne do części terytorium białego kontynentu, ale zostały one – na mocy Art. 4 Traktatu – zamrożone. Uzupełnieniem Traktatu jest Protokół o ochronie środowiska, który stanowi, że Antarktyka jest rezerwatem naturalnym, a także zakazuje zakazuje wydobycia na tym terenie jakichkolwiek surowców. Zakaz obowiązuje do 2048 r., i jeśli ograniczenie zostanie zniesione, państwa sygnatariusze będą być może mogły na tym skorzystać. Także dlatego o przystąpienie do traktatu starają się nawet takie kraje jak Turcja, Pakistan czy Malezja uzasadniająca chęć prowadzenia badań tym, że zmiany klimatyczne na Antarktydzie istotnie wpływają na sytuację pogodową na równiku.

        

 

 

  • Nowy projekt Stacji Arctowskiego. Fot. Kuryłowicz & Associates

 

  • Dr Michał Pętlicki w trakcie skanowania lodowców. Fot. Leszek Krzemień

 

  • Dr Mateusz Strzelecki w pracy na Stacji Arctowskiego. Fot. prof. Grzegorz Rachlewicz

 

© Academia wydanie specjalne nr 1 (3) 2017

Oceń artykuł
(0 głosujących)

„Academia” 2017

„Academia” 2016

    

 

  

 

                                                          

„Academia” 2015

    

 

    

 

                                                             

„Academia” 2014

    

    

„Academia” 2013

    

    

„Academia” 2012

         

     

„Academia” 2011

   

    

„Academia” 2010

    

    

„Academia” 2009

    

    

„Academia” 2008

    

    

„Academia” 2007

    

    

„Academia” 2006

    

    

„Academia” 2005

    

    

Tematy

agrofizyka antropologia kultury antropologia społeczna archeologia archeometalurgia architektura Arctowski arteterapia astrofizyka astronomia badania interdyscyplinarne behawioryzm biochemia biologia biologia antaktyki biologia płci biotechnologia roślin botanika chemia chemia bioorganiczna chemia fizyczna chemia spożywcza cywilizacja demografia edukacja ekologia ekologia morza ekonomia energia odnawialna etnolingwistyka etnomuzykologia etyka ewolucja fale grawitacyjne farmakologia filozofia finansowanie nauki fizyka fizyka jądrowa gender genetyka geochemia środowiska geoekologia geofizyka geologia geologia planetarna geoturystyka grafen historia historia idei historia literatury historia nauki historia sztuki humanistyka hydrogeologia informatyka informatyka teoretyczna internet inżynieria materiałowa język językoznawstwo klimatologia kobieta w nauce komunikacja kosmologia kryptografia kryptologia kulinaria kultoznawstwo kultura lingwistyka literatura matematyka medycyna migracje mikrobiologia mniejszości etniczne mniejszości narodowe modelowanie procesów geologicznych muzykologia mykologia nauka obywatelska neurobiologia neuropsychologia ochrona przyrody orientalistyka ornitologia paleobiologia paleontologia palinologia parazytologia PIASt politologia polityka społeczna polska na biegunach prawo protonoterapia psychologia psychologia zwierząt Puszcza Białowieska robotyka seksualność smog socjologia szczepienia sztuka technologia wieś w obiektywie wulkanologia zastosowania zdrowie zoologia zwierzęta źródła energii żywienie

Komentarze

O serwisie

Serwis naukowy prowadzony przez zespół magazynu Academia PAN.Academia Zapraszamy do przysyłania informacji o badaniach, aktualnie realizowanych projektach naukowych oraz imprezach popularyzujących naukę.

 

Dla użytkowników: Regulamin

Pliki cookies

Informujemy, że używamy ciasteczek (plików cookies) w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być umieszczane na Państwa urządzeniach służących do odczytu stron, a korzystając z naszego serwisu wyrażacie Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej informacji o celu używania i zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce: TUTAJ

Wydanie elektroniczne

Kontakt

  • pisz:

    Redakcja serwisu online
    Academia. Magazyn Polskiej Akademii Nauk
    PKiN, pl. Defilad 1, pok. 2110
    (XXI piętro)
    00-901 Warszawa

  • dzwoń:

    tel./fax (+48 22) 182 66 61 (62)

  • ślij:

    e-mail: academia@pan.pl