REKLAMA


 

REKLAMA


 

Oś Muranowska – Warszawa, ulica Stawki Oś Muranowska – Warszawa, ulica Stawki Elżbieta Janicka

Nastąpiło istotne przesunięcie symboliczne. W przypadku Umschlagplatzu mówiłabym o procedurze obstawienia. W przypadku placu Muranowskiego – o procedurze zastąpienia. Podobne zjawiska można zaobserwować w płaszczyźnie refleksji humanistycznej – mówi dr Elżbieta Janicka


Janicka_Elzbieta

Naszą rozmówczynią jest
Elżbieta Janicka

Collegium Civitas
pod auspicjami Polskiej Akademii Nauk, Warszawa
e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  

 

Dr Elżbieta Janicka jest badaczką kultury i artystką fotografką, stypendystką Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego  

 


 

 

W odróżnieniu od Osi Saskiej nie ma w Warszawie takiego założenia urbanistycznego jak Oś Muranowska. To termin Pani autorstwa.

Elżbieta Janicka: Tak. Przez analogię z zagospodarowaniem przestrzennym miasta można mówić o zagospodarowaniu miejskiej przestrzeni symbolicznej. Oś Muranowską wytycza bieg ulicy Stawki. Łączy ona dwa punkty symbole: dwa znaki pamięci i tożsamości, które funkcjonują na co dzień niejako w pakiecie, np. podczas wizyt dyplomatycznych. Formalizację i wizualizację takiej postaci rzeczy stanowi drogowskaz, którego ramiona – równoległe, lecz o przeciwnych zwrotach – wskazują odpowiednio: Umschlagplatz – 400 m (w lewo) i pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie –350 m (w prawo).

Oś symboliczna, o której mówimy, powstała wraz z wybudowaniem pomnika Poległym i Pomordowanym na Wschodzie w 1995 roku. Skądinąd po polsku mówimy: „pomnik czyjś”, a nie „pomnik komuś”. Nikt jednak nie zwrócił uwagi na rusycyzm w nazwie upamiętnienia, które zostało pomyślane jako antykomunistyczna, antyradziecka i jakoś antyrosyjska manifestacja.

Monument upamiętnia wydarzenia niezwiązane z miejscem, w którym się znajduje. Wywózki obywateli polskich z lat 1940-1941 dotyczyły terenów wschodnich Rzeczypospolitej, okupowanych od 17 września 1939 roku przez Związek Radziecki. Lokalizacja pomnika ma charakter przyporządkowania arbitralnego.

 

Forma tego upamiętnienia jest bardzo sugestywna. Pomnik przedstawia realistycznie odwzorowane tory biegnące na wschód i platformę wagonu towarowego. Skojarzenie z pobliskim Umschlagplatzem – miejscem wywózek Żydów – jest natychmiastowe. Umieszczony na platformie las krzyży stanowi czytelny emblemat męczeństwa. Powoduje on jednak dysonans poznawczy, bo nie można go przyporządkować do zestawu znaków związanych z historią getta.

Odniesienie do Umschlagplatzu jest tutaj oczywiste. Za sprawą wspólnego mianownika, jaki stanowi właśnie wagon. I za sprawą lokalizacji. W pierwszej chwili to nagromadzenie krzyży w świeckiej przestrzeni publicznej może także budzić skojarzenia z oświęcimskim żwirowiskiem. Trzeba mieć więcej czasu i podejść bliżej, by zauważyć inne znaki tożsamości, definiowanej nieodmiennie według kryteriów wyznaniowych. Można tam znaleźć muzułmański (tatarski) blazon z półksiężycem i gwiazdą pięcioramienną, pięć krzyży prawosławnych, a także macewę z gwiazdą Dawida, umieszczoną po przeciwnej stronie orła w koronie spętanego sznurami. Jednak w świadomości warszawian pomnik – nazywany pomnikiem Golgoty Wschodu – funkcjonuje jako „wagon z krzyżami”. Obrazują to pocztówki, informacje w Internecie, przewodnik po mieście wydany niedawno przez „Gazetę Wyborczą”, dziecięce rysunki nadsyłane na konkursy plastyczne, a nawet malarski cykl Jerzego Dudy-Gracza „Golgota Jasnogórska Trzeciego Tysiąclecia”.

 

Jaki komunikat wyłania się z takiego zestawienia symboli?

Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie sprawia wrażenie komentarza do Umschlagplatzu. Jego pojawienie się w tym miejscu postrzegam jako akt ustanowienia symetrii symbolicznej dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, chodziłoby o symetrię wywózek Żydów z getta do obozów zagłady oraz wywózek Polaków w głąb ZSRR – jako symetrię cierpienia. Prawdopodobnie dlatego pomnik Golgoty Wschodu nie eksponuje zbytnio faktu, że deportowani z terenów wschodnich Rzeczypospolitej to obywatele polscy wielu narodowości: Polacy, Żydzi, Białorusini, Ukraińcy, Litwini i Tatarzy. W 2010 roku szczegółową statystykę wywózek przedstawił Piotr Eberhardt w książce „Migracje polityczne na ziemiach polskich (1939-1950)”.

Po drugie, byłaby to symetria, która wpisuje się w tezę o ekwiwalencji dwóch totalitaryzmów. Symetria liczby ofiar: około 300 tys. Żydów wywiezionych z Umschlagplatzu i około 330 tys. obywateli polskich deportowanych w czterech falach radzieckich wywózek. Ta efektowna wizualnie i mentalnie konstrukcja nie wytrzymuje jednak konfrontacji z rzeczywistością. Żydzi z Umschlagplatzu zostali unicestwieni w komorach gazowych Treblinki. Natychmiast i wszyscy. Natomiast liczba deportowanych do ZSRR nie odpowiada formule „poległym i pomordowanym”, ponieważ – mimo strasznych warunków deportacji – zdecydowana większość wywiezionych przeżyła, a także wróciła do Polski w powojennych granicach.

 

Na Powązkach Wojskowych znajduje się już pomnik Ofiar Katynia, a na rogu ulic Senatorskiej i Podwale stoi głaz-obelisk poświęcony pamięci oficerów Wojska Polskiego pomordowanych na Wschodzie. Pomnik, o którym rozmawiamy, także pełni funkcję upamiętnienia katyńskiego. Czy na tym tle wyróżnia się czymś szczególnym?

Pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie jest najlepiej wyeksponowany i najbardziej okazały. Pod nim odbywają się uroczystości rocznicowe, które w latach 80. – jako nieformalna manifestacja antypaństwowa – miały miejsce w tzw. Dolince Katyńskiej na Powązkach Wojskowych. I tak np. dwa lata temu przy pomniku, o którym mówimy, odbyła się rekonstrukcja egzekucji katyńskiej w ramach „Katyńskiego marszu cieni”. Było to 19 kwietnia 2009 roku – w rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim.

 

Dlaczego akurat wtedy?

Z uwagi na bliskość Dnia Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, który w 2007 roku został ustanowiony uchwałą sejmową przez aklamację na 13 kwietnia – jak doniosła prasa: na pamiątkę wydarzeń 1943 roku.

 

Chyba 1940 roku?

Nie, nie. To nie pomyłka. Dziennikarzom chodziło o datę ujawnienia zbrodni katyńskiej, co miało miejsce 13 kwietnia 1943 roku. Problem polega na tym, że Katyń ujawnili hitlerowcy jako „mord rytualny judeobolszewizmu”.

 

Zbrodni katyńskiej ZSRR dokonał wiosną 1940 roku. Niemcy już latem 1942 roku wiedzieli o grobach polskich oficerów w Katyniu, a zimą 1943 roku przeprowadzali pierwsze ekshumacje.

Wcześniej informacja o zbrodni katyńskiej nie była Niemcom do niczego potrzebna. Minister Informacji i Propagandy III Rzeszy Józef Goebbels nazwał Katyń „darem niebios” – z punktu widzenia socjotechnicznego, propagandowego potencjału – w momencie, w którym III Rzesza sposobiła się do ostatecznej likwidacji getta warszawskiego. Niemcy spodziewali się, że mogą napotkać zbrojny opór żydowskiego podziemia. W styczniu 1943 roku Żydowska Organizacja Bojowa odpowiedziała ogniem na kolejną po Wielkiej Akcji niemiecką akcję deportacyjną. Starcia w getcie trwały cztery dni, aż do zaprzestania wywózek.

Plakat hitlerowski rozklejany w Generalnej Guberni na Wielkanoc 1943 r. Reprodukcja ze Świątyni Świętej Opatrzności Bożej, Warszawa, Wielkanoc 2009 r. Reprodukcja Elżbieta JanickaNiemcy zaplanowali wkroczenie do getta na 19 kwietnia 1943 roku. 13 kwietnia, po uzgodnieniu z Hitlerem, na łamach nazistowskich pism i w radiu ogłoszono „żydowski mord masowy”. Od 14 kwietnia polskojęzyczna gadzinówka – „Nowy Kurier Warszawski” – codziennie przedstawiała szczegóły zbrodni w Katyniu, jednocześnie przypominając o karze śmierci za pomoc Żydom. W numerze z 17-18 kwietnia wydrukowano artykuł pod tytułem „Potworną zbrodnią kierowali żydzi z NKWD w Smoleńsku”. Ponadto w całej Generalnej Guberni rozklejano antysemickie plakaty przedstawiające mord katyński. Na plakatach widniały doły z ciałami, a nad nimi mężczyzna w polskim mundurze ze skrępowanymi rękoma. W tył głowy strzelały mu dwie postaci w mundurach NKWD, po łokcie we krwi, o urodzie stürmerowskiej – mityczni judeobolszewicy.

 

Niemiecka akcja propagandowa miała na celu wywołanie nastrojów antysemickich u Polaków?

Jan Grabowski poświęcił tej sprawie studium „Propaganda antyżydowska w Generalnej Guberni 1939-1945” z 2010 roku. Na przykład propaganda przeciwko aliantom zachodnim napotykała opór społeczny. Inaczej rzecz się miała z antysemityzmem, który wystarczało podtrzymywać. Fantazmat żydokomuny, rozpowszechniany w II RP przez Kościół katolicki i endecję, był powszechnie traktowany jak byt rzeczywisty, nie zaś – zmistyfikowana kategoria opisu rzeczywistości. Hitlerowska interpretacja zbrodni katyńskiej jako żydowskiego mordu „chwyciła” i do dzisiaj kształtuje niejedną opowieść o stosunkach polsko-żydowskich. W 2001 roku prymas Polski kardynał Józef Glemp w oficjalnej wypowiedzi na temat zbrodni w Jedwabnem powołał się na symetrię „Katyń – Jedwabne”, sankcjonując logikę odwetu „wy – nam, my – wam”. Słowa prymasa zostały przyjęte do wiadomości przez polską opinię publiczną. Jedyną krytyczną analizę tej wypowiedzi, opublikowaną przez Tomasza Żukowskiego z IBL PAN, przemilczano.

Mit żydokomuny funkcjonuje w Polsce jako jedna z moralnych legitymacji mordów popełnionych na Żydach przez Polaków – w tym polskie podziemie niepodległościowe. Zbrodnicze konsekwencje tego mitu prześledził Krzysztof Jasiewicz z ISP PAN w książce z 2001 roku „Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupowanej Polsce 1939-1941”. W 2009 roku „Academia” zamieściła rozmowę m.in. z Anną Zawadzką z Instytutu Słowianoznawstwa PAN, autorką studium „Żydokomuna. Szkic do socjologicznej analizy źródeł historycznych”.

 

Plac, gdzie znajduje się pomnik Poległym i Pomordowanym na Wschodzie, to dzisiaj skwer Matki Sybiraczki. Nowa nazwa pojawiła się w 2008 roku. Jakie to ma znaczenie dla Osi Muranowskiej?

Tak jak skwer Sybiraków, ulica Zesłańców Polskich, rondo Zesłańców Syberyjskich i rondo Ofiar Zbrodni Katyńskiej – skwer Matki Sybiraczki jest kolejnym warszawskim upamiętnieniem męczeństwa zgotowanego Polakom przez Rosję/Związek Radziecki. Figura Matki Sybiraczki to zapewne mutacja Mickiewiczowskiego toposu Matki Polki, którego korzenie sięgają czasu tuż przed powstaniem listopadowym. Wokół tablicy z nową nazwą posadzono brzozy – emblematy polskiej martyrologii od czasów powstania styczniowego i rycin Grottgera. Nowa nazwa zagęszcza, uspójnia i uszczelnia tę opowieść.

 

Ten plac odtworzono po wojnie mniej więcej tam, gdzie przed wojną ulica Nalewki dochodziła do placu Muranowskiego. Czy nie były to miejsca w pewnym sensie emblematyczne dla tożsamości miasta?

Jak najbardziej. Nalewki były jedną z głównych arterii, a plac Muranowski – sercem żydowskiej Warszawy. Podczas powstania w getcie mieścił się tu jeden z trzech głównych punktów oporu: rewir Żydowskiego Związku Wojskowego (Bejtar), organizacji spoza ŻOB. Informuje o tym tablica w trzech językach (polskim, angielskim i hebrajskim). Tablica nie wspomina, że członkowie ŻZW zostali wymordowani po aryjskiej stronie. Stało się tak mimo, a może z powodu, rozległych kontaktów ŻZW z polskim podziemiem niepodległościowym. Sama tablica znajduje się w ustronnym miejscu, jest osłonięta drzewami, a przezroczyste pleksi wtapia się w fasadę w pastelowym kolorze. Nie widać jej po prostu. W tym miejscu Oś Muranowska jest właściwie pozbawiona muranowskiego pierwiastka.

Nastąpiło tu istotne przesunięcie symboliczne. W przypadku Umschlagplatzu mówiłabym o procedurze obstawienia. W przypadku placu Muranowskiego – o procedurze zastąpienia. Podobne zjawiska można zaobserwować w płaszczyźnie refleksji humanistycznej. W latach 70. w Stanach Zjednoczonych wypracowano koncepcję doświadczenia Zagłady jako traumy. Uczyniono to na podstawie doświadczeń Żydów ocalałych z Zagłady, a także drugiego i trzeciego pokolenia. Koncepcja amerykańska została przeszczepiona na grunt polskiej dyskusji o Zagładzie. Założono, że polskie doświadczenie Zagłady było zbiorową traumą – przez analogię z doświadczeniem żydowskim. Powołując się na triadę Raula Hilberga („kaci – ofiary – świadkowie”), uplasowano Polaków na pozycji świadków – bezsilnych i biernych. Mówimy, rzecz jasna, o polskiej większości – zdecydowanej i decydującej o kształcie dominujących postaw i zachowań. W moim przekonaniu kategoria świadka, jako nieadekwatna do polskiego kontekstu, utrudnia namysł i warto by zastąpić ją narzędziem bardziej precyzyjnym – np. kategorią obserwatora uczestniczącego: myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem.

Koncepcję Zagłady jako zbiorowej traumy Polaków przedstawił w 1997 roku Michael C. Steinlauf w książce „Pamięć nieprzyswojona”. Polskie doświadczenie Zagłady opisuje Steinlauf jako traumatyczne: nieprzyswojone, nieuświadomione, czyli niewłączone w historyczną narrację tożsamościową. Otóż wydaje mi się, że pamięć Zagłady jest w Polsce pamięcią przyswojoną, ale nie w taki sposób, jak chcieliby teoretycy kultury posttraumatycznej.

 

Rekonstrukcja egzekucji katyńskiej w ramach „Katyńskiego Marszu Cieni” – Warszawa, skwer Matki Sybiraczki, 19 kwietnia 2009 r.. Fot. Elżbieta Janicka

 

Przyswojona pamięć o Zagładzie wyrażałaby się w obstawianiu i zastępowaniu miejsc pamięci związanych z Zagładą – z zastosowaniem symboli, które podlegają tym samym swoistej holokaustyzacji. Działają tu dwa mechanizmy: segregacji („wy macie swoją traumę, my mamy swoją”) i konfiguracji symetrycznej (traumy kreuje się jako równoważne). Oś Muranowska wskazuje na coś jeszcze. Owe traumy występują również w relacji przyczynowo-skutkowej: na początku był komunizm, reakcja obronna była kwestią czasu, czymś na dobrą sprawę nieuniknionym, koniecznością. To przypomina logikę antybolszewickiej krucjaty przeciwko wszystkim Żydom, logikę również Ernsta Noltego i jego stronników w niemieckim Historikerstreit. Podobny schemat myślowy można odnaleźć w zagospodarowaniu przestrzeni symbolicznej wielu polskich miast i miasteczek. Przydałoby się więcej troski o środowisko, w którym żyjemy. Nie tylko naturalne.

 

Rozmawiały Maria Cyranowicz i Patrycja Dołowy

 

 

Chcesz wiedzieć więcej?

Krzysztof Jasiewicz (2001). Pierwsi po diable. Elity sowieckie w okupowanej Polsce 1939-1941. Instytut Studiów Politycznych PAN & Rytm, Warszawa.

 

© Academia nr 1 (25) 2011

Oceń artykuł
(0 głosujących)

Nie przeocz

Tematy

agrofizyka antropologia jedzenia antropologia kultury antropologia społeczna archeologia archeometalurgia architektura Arctowski arteterapia astrofizyka astronomia badania interdyscyplinarne behawioryzm biochemia biologia biologia antaktyki biologia płci biotechnologia roślin borelioza botanika chemia chemia bioorganiczna chemia fizyczna chemia spożywcza cywilizacja demografia edukacja ekologia ekologia morza ekonomia energia odnawialna etnolingwistyka etnomuzykologia etyka ewolucja fale grawitacyjne farmakologia filozofia finanse finansowanie nauki fizyka fizyka jądrowa gender genetyka geochemia środowiska geoekologia geofizyka geografia geologia geologia planetarna geoturystyka grafen historia historia idei historia literatury historia nauki historia sztuki humanistyka hydrogeologia hydrologia informatyka informatyka teoretyczna internet inżynieria inżynieria materiałowa inżynieria żywności język językoznawstwo kardiochirurgia klimatologia kobieta w nauce komentarz komunikacja kooperatyzm kosmologia kryptografia kryptologia kulinaria kultoznawstwo kultura lingwistyka literatura literaturoznawstwo matematyka medycyna migracje mikrobiologia mineralogia mniejszości etniczne mniejszości narodowe modelowanie procesów geologicznych muzykologia mykologia na czasie nauka obywatelska neurobiologia neuropsychologia nowe członkinie PAN 2017 oceanografia ochrona przyrody orientalistyka ornitologia paleobiologia paleogeografia paleontologia palinologia parazytologia PIASt politologia polityka społeczna polska na biegunach prawo protonoterapia psychologia psychologia zwierząt punktoza Puszcza Białowieska robotyka rozmowa „Academii” seksualność smog socjologia szczepienia sztuka technologia wieś w obiektywie wulkanologia zastosowania zdrowie zoologia zwierzęta źródła energii żywienie

Komentarze

O serwisie

Serwis naukowy prowadzony przez zespół magazynu Academia PAN.Academia Zapraszamy do przysyłania informacji o badaniach, aktualnie realizowanych projektach naukowych oraz imprezach popularyzujących naukę.

 

Dla użytkowników: Regulamin

Pliki cookies

Informujemy, że używamy ciasteczek (plików cookies) w celu gromadzenia danych statystycznych, emisji reklam oraz prawidłowego funkcjonowania niektórych elementów serwisu. Pliki te mogą być umieszczane na Państwa urządzeniach służących do odczytu stron, a korzystając z naszego serwisu wyrażacie Państwo zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Więcej informacji o celu używania i zmianie ustawień ciasteczek w przeglądarce: TUTAJ

Wydanie elektroniczne

Kontakt

  • pisz:

    Redakcja serwisu online
    Academia. Magazyn Polskiej Akademii Nauk
    PKiN, pl. Defilad 1, pok. 2110
    (XXI piętro)
    00-901 Warszawa

  • dzwoń:

    tel./fax (+48 22) 182 66 61 (62)

  • ślij:

    e-mail: academia@pan.pl